Gra gietea

Strona Główna
Czytasz wiadomości wyszukane dla słów: Gra gietea
 




Temat: Chyba się nie boicie?!
truskava napisała:

> Nie do końca się zgodzę.
> Nie porównuj używania nielegalnej kopii programu do kradzieży samochodu.
> Różnica podstawowa: samochód jest wartością materialną, program nie jest.
> Kradnąc komuś samochód - Ktoś traci materialną wartość
> Używając nielegalnej kopii programu - Ktoś nie zarobii.
> Żeby była jasność: nie popieram używania nielegalnego oprogramowania,
> nie kupuję nielegalnych płyt (komputerowych, audio i innych), itp.
> Ale uważam, że producenci oprogramowania są współwinni istnieniu piractwa.
> Chodzi oczywiście o ceny. Moja wizja jest +/- taka: Używasz oprogramowania
> w firmie, do celów zawodowych - płacisz cenę X zł. Używasz prywatnie,
> do własnych celów, do nauki (licealisci, studenci itp.) - płacisz cene Y zł.,
> gdzie Y = np. 10%-20% ceny X.
> A że producenci jednakowo traktują uzytkowników prywatnych i komercyjnych,
> to jest tak, a nie inaczej.
> Oczywiscie, że wysoka cena nie usprawiedliwia kradzieży, ale tu zgadzam sie
> z undercover_brother: ludzie zaczna kupowac legalne programy, gdy ich cena
> będzie bardzie inaczej skalkulowana.
moim zdaniem duzo jest przesady w gadaniu o strasznych cenach programow.
1. dla przykladu- OEM Win XP Home- 400-500 PLN -nie przesadzajmy nie jest to
cena kosmiczna. a jezeli tak to alternatywa jest Linux
2. MS Office moze zastapic z powodzeniem Open Office (open source- za friko!-
niemal identyczne walory uzytkowe)
3. rozmaitych uzytkow freeware jest opor.
4. soft graficzny jest owszem, dosc kosztowny, jakkolwiek 1500-1800 pln za
pakiet corela, jezeli sie uzywa komercyjnie to nie jest zbyt karkolomna
inwestycja. dla amatorow jest tez od groma freeware, open source, czy programow
dolaczanych do rozmaitych magazynow.
5. nie czarujmy sie- najwiekszy piracki rynek to sa gry- ale problemem nie jest
cena- po prostu maniacy MUSZA w miesiacu "przerobic" 30 nowych gier, a za ta
kase mogli by spokojnie kupic ze 2 legale.






Temat: Prof. Jamiołkowski w Akademii Medycznej
michutor napisał:

>
> >
> > Synku, idź myj filiżanki po kawie Kopcewiczowi lub Jamiołkowskiemu i odejd
> ź od
> > komputera, jeśli dyskusja przerasta twoje możliwości intelektualne.
>
> dyskusja?
> bydgoski lament, to dyskusja?

Chcesz chusteczkę czy pigułkę na uspokojenie?

> nieustanne obrazanie umk i torunia to dyskusja?

A kto mówił o "akademiach pierwszomajowych"?

> to dlaczego akademia medyczna chce polaczyc sie z umk, a nie zadna z bydgoskich

Nie czytasz odpowiedzi?
Widocznie metoda wielokrotnego powtarzania skutkuje, skoro udało się przekonać
jakie to prestiżowe jest UMK. Więc powtórzę raz jeszcze:
- bo profesorowie medycy niestety niwiele wiedzą o zarządzaniu,
- bo obraz UMK mają ukształtowany przez kolegów-profesorów z UMK propagujacych
mity, a nie rzeczywistość oraz przez PKA, która zamiast oceny uczelni uprawia
politykę,
- bo lekceważą jedną z podstawowych zasad teorii gier, mówiącą, że trzeba grać
na maksimum szans, a nie na jedną, choćby największą,
- bo mocno hierarchicznemu środowisku medyków najbliżej do scentralizowanego UMK,
- i najważniejsze - bo liczą na zabezpieczenie swoich własnych interesów (co
niestety może okazać się fikcją); interesy miasta i mieszkańców mało ich
obchodzą; tu się z Tobą zgodzę - brak identyfikacji z miejscem pracy.
Mylisz natomiast jedną rzecz - z samego faktu podjęcia takiej a nie innej
decyzji nie wynika, czy będzie to decyzja DOBRA. Być może będzie dobra dla
wąskiego grona osób. Wątpię czy dobrze na niej wyjdą młodsi pracownicy, studenci
no i Bydzia jako miasto.

> uczelni skoro sa takie prezne i wspanialem? dlaczego amedyczna chce sie

Uczelniom bydgoskim wiele brakuje, ale z pewnością nie brakuje samokrytycyzmu.
UMK to nie Harvard, ale odrobiny krytycyzmu do własnych poczynań tam nie
uświadczysz.

> polaczyc z umk, skoro nie jest pewne ze ustawa o szkolnicwie wyzszym zostanie
> uchwalona? wy na wszystko odpowiadacie ze umk, a odpwoeidz nie tkwi w umk...

Odpowiedź tkwi w polityce wobec szkolnictwa wyższego, którą kreuje lobby
profesorów największych uczelni, w której UMK mocno uczestniczy. Polityka ta ma
ochronić molochy przed skutkami niżu demograficznego i ubożenia społeczeństwa
(spadek zainteresowania studiami płatnymi) kosztem mniejszych uczelni.
Śrubowaniem wymagań na nazwę nie zagwarantuje się wyższego poziomu szkół. Chodzi
tylko o to, żeby utrącić konkurencję.






Temat: Wątek Neosurrealistyczny
Jest taka gra
która się nazywa klaskanie. Jeśli bym mogła być pewna, że ją znacie, miałabym
połowę problemu z tak zwanej głowy. Ale ponieważ tej pewności mieć nie mogę,
muszę wyjaśniać wszystko od początku. Z góry zaznaczam, że zadanie, jakiego się
podejmuję jest absolutnie karkołomne i właściwie z góry skazane na
niepowodzenie. Jeśli jednak komukolwiek uda się zrozumieć to, co napiszę,
poczytam to sobie potem jako swój osobisty sukces.
Klaskanie - jest to gra, polegająca na klaskaniu w dłonie. Do rozpoczęcia gry
potrzebne są co najmniej trzy osoby. Najlepiej jednak, jeśli jest ich co
najmniej pięć. W celu przygotowania do gry osoby ustawiają się obok siebie w
kółku, a dłonie przygotowują do klaśnięcia w nie. Klaszczemy w kierunku z prawa
do lewej, czyli kierunkiem podstawowym jest kierunek, w którym poruszają się
zwyczajowo wskazówki zegara. Osoba, która klaszcze jako pierwsza, klaszcze w
dłonie jednokrotnie. Następna jest więc osoba stojąca po jej lewej stronie.
Osoba ta, może klasnąć w dłonie raz lub dwa razy. Jednokrotne klaśnięcie
oznacza, że klaszczemy nadal w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara.
Jeśli jednak osoba Nr 2 klaśnie razy dwa, wówczas klaskanie przybiera kierunek
odwrotny do pierwotnego.Czyli kolejną osoba klaszczącą jest ponownie osoba Nr 1
W grze chodzi o to, by szybko reagować klaskając, czyli odstępy między
poszczególnym klaskami nie mogą być dłuższe niż dwie, trzy sekundy. Osoba,
która się omyli, nie zaklaszcze w odpowiednim momencie, czyli krótko mówiąc
zagapi się, lub też klaśnie wtedy, gdy klasnąć nie powinna, odpada z gry. Gra
jest bardzo dynamiczna i ogólnie rzecz ujmując po prostu 100złotych.
Zastanawiacie się jednak pewnie, po co to piszę, skoro w grze tej nie ma nic
surrealnego. Otóż moi drodzy, gra jest maksymalnie surrealna, gdy zmienić
odrobinę jej reguły.
Nowe zasady: Do klaskania używamy dwóch osób, które stoją naprzeciw siebie.
Osoby te są prawdziwymi ludźmi. Następnie każda z prawdziwych osób biorących
udział w grze, wymyśla sobie jedną osobę. Wymyślona przez nią osoba staje się
członkiem jej drużyny. Oprócz tego, należy wymyślić również piątą osobę. Jej
rolę opiszę za chwilę. Pierwsza z prawdziwych osób klaszcze za siebie raz
jeden. Następnie zaś klaszcze raz lub dwa razy za swojego wymyślonego partnera.
Jeśli klaśnie za niego raz, wówczas następną osobą klaszczącą jest drugi
prawdziwy. Jeśli jednak klaśnie za niego dwukrotnie, wówczas sama musi klasnąć
znów za siebie prawdziwego. Oczywiście osoba nieistniejąca naprawdę, może
odpaść z gry, równie dobrze jak osoba istniejąca. Jeśli z gry odpadnie osoba
istniejąca naprawdę, odpada ona z gry jako osoba istniejąca, mimo to zostaje
jednak na placu gry i klaszcze za swojego partnera z drużyny, który tak
naprawdę nie istnieje. Najbardziej skomplikowana jest jednak rola piątej osoby
nieistniejącej. Otóż ta osoba, jest tzw. osobą przechodnią. Czyli zmieniając co
chwilę drużynę, klaszcze raz po stronie osoby istniejącej Nr 1 a raz po stronie
osoby istniejącej Nr 2.
Opisana przeze mnie gra jest ze wszech miar godna polecenia.
W podobny sposób można się zorganizować, gdy brak jest wystarczającej ilości
osób do wszelkich gier. Może to być brydż, piłka nożna, szachy, kajakarstwo
czy choćby windsurfing.




Temat: Autentyk z uczelni
chyba tak:> z gość był naprawdę spoko
Mam coś jeszcze.
Psor z WOS-u rzucił hasło "cnoty obywatelskie". Padło kilka haseł i dalej
wiadomo jak na WOS-ie każdy kontynuje rozmowę z kolegą (albo z koleżanką:).
Na co ja:
- patriotyzm!
Profesor rozejrzał się po klasie, a to że cicho znowu nie było to udał, że nie
słyszy.
-patriotyzm!
nic
-patriotyzm!Panie profesorze!
zero reakcji.
Nagle kolega:
- Patriotym? może być?
profesorek automatycznie:
-taaaaaaaakkkk bardzo dobry przykład Wiśniewski!!!

Jeszcze jedno. Temat:"coś tam o sądownictwie". I przez całą lekcję podaje
głupie przykłady, klasa ma niezły ubaw np:"gdyby Kowalski pobił mnie na ulicy
to ja wtedy mogę go zaskarżyć itd." i coś o tym, że "za myśli nie można
sądzić", ale natychmiast się poprawił:
- no, ale jeśli np. Kowalski chciał mi coś zrobić, to ja nie udowodnię mu tego,
ale jeśli sporządzi listę osób które ma załatwić i ta lista trafiłaby do mnie
to wtedy mogę go zaskarżyć.
Przeszedł do pomówien i konsekwencji sądowych wiążących się z tym. Nagle
przerwa obrócił się w moją stronę:
- aaaaa właśnie Kowalski słyszałem, że oczerniasz mnie na forum klasy za moimi
plecami!
- ja!(już chce mi się śmiać, jemu też z resztą:)nic takiego nie mówiłem!a nawet
jeśli mówiłbym to skąd ma pan takie informacje?
rozejrzał się powoli po ścianach i suficie:
-nooooooo wiesz Kowalski tu ściany mają uszy...

Znowu WOS , ktoś powiedział coś śmiesznego, CAŁA klasa w śmiech, na co on
zrobił groźną minę:
- (p)Kowalski uwaga.
- (ja)Ale jak Panie profesorze, za co?
- (p)za to, że się śmiejesz
- (ja)ale wszyscy się śmiali
- (p)hałasujesz...
- (ja)no nie tylko ja...
- (prof) ale ty siedzisz najbliżej, a poza tym masz u mnie pecha.(siedziałem w
2 ławce za kolegą)
-(ja) ale jak to, nie jestem pierwszy...
-(prof)ale masz u mnie pecha...
Oczywiście uwagi nie wpisał, ale niby to już wpisaywał, zakreślał jakieś
znaczki w powietrzu nad dziennikiem (oczywiście wszysto tak żeby nie dotknąć
kartki, a żeby wyglądało autentycznie)

Znowu chciał mi coś tam wpisywać. Więc żeby to wyjaśnić podszedłem do biurka.
- za co ta uwaga?
chwila zastanowienia, zmieszanie...
-yyyy....przeszkadzasz na lekcji,.... nie już wiem! chodzisz po klasie!!!

Dialog tym razem na informatyce. Wywiązała się mała rozmoa nt. gier. Ktoś rzuca
pytanie:"gra Pan w gry?":
-(p)eeee...,nie nie gram, kiedyś tylko kilka razy grałem w Wolfensteina
-(ktoś z sali)i jak było?
- no....hm, jak no co?(z uśmieszkiem) no w sumie zabili mnie....

Znowu informatyk. Facet był ok, ale miał opinię powiedzmy nie do końca zgodną z
tym "OK", genralnie przez to że do bólu przestrzgał terminów oddania prac.
Zaczyna mówić o tym:
- taaak, ja wiem, że inne klasy będą wam mówić różne złe rzeczy na moją osobę,
że jestem cham, świnia, bydlak...ale wy ich nie słuchajcie, to są źli ludzie,
mówią złe rzeczy.




Temat: Najbardziej rewolucyjne gry w historii PC:
Najbardziej rewolucyjne gry w historii PC:
1.Cywilizacja (o geniuszu tej gry z 1991 roku niech świadczy że dziś na
szczytach popularności jest Cywilizacja III, która poza grafiką i paroma
dodatkami na które pozwolił postęp komputerów niewiele różni się od oryginału)

2.Dune2 (Pierwszy RTS, chodziła już na 286 z 600kB RAMu i nie wymagała myszki!

3.Doom/Wolfstein (Wolfstein był pierwszy, jednak Doom wprowadził pożądną
atmosferkę, obie gry stworzyła jedna firma rok po roku)

4.Sensible World of Soccer (niesamowita gierka, wszystkie reprezentacje,
kilkaset klubów, tysiące zawodników i wszystkimi można było pograć,
wyedytować, zasymulować sobie własną ligę podwórkową!!! Robiąc analogię do
dziesiejszych czasów, to jakby dziś grać w trochę zubożonego CMa, w którym
możnaby STEROWAĆ ZAWODNIKAMI!Szkoda że ta cudna seria urwała się już w 1997:o(

5.Wing Commander (nigdy nie grałem, ale ta gra jest bodajże z 1989 roku i jak
na te czasy wprost cudo, zajmowała kilkanaście dyskietek, to jakby dzisiaj
gra zajmowała kilkanaście płytek DVD i to nie samych filmów).

6.Championship Manager (bezkonkurencyjny, rok po roku ulepszany, menager)

7.Comand & Conquer / Red Alert (pierwszy była Dune2, ale nie miała tej
atmosfery)

8.Quake I/II (I to pierwsza prawdziwa gra 3D, a II to chyba najbardziej
kultowa gra tego typu, jednak pomysł FTP został poraz pierwszy zastosowany w
Wolfesteinie, stąd tak nisko)

9.SimCity (jedyna seria symulująca budowę własnego miasta)

10.Fifa 1996/1999 (1996 to pierwsza gra z tej cudownej serii, a 1999 jako
pierwsza wniosła prawdziwą grafikę 3D, kolejne części to już tylko upgready
na który pozwala coraz to lepszy sprzęt.
Analogiczne wyróżnienia można zrobić dla NBA czy NHL, kto jaki sport lubi.

11.F19 (pierwszy symulator z prawdziwego zdarzenia)

12.Test Drive / Need for Speed (NFS to najlepsza chyba seria symulatorów
samochodowych, jednak seria Test Driva była pierwsza i jak na swoje czasy
równie świetna)

13.Heroes of the Might & Magic (kolejny kanon wytyczony dla strategii)

14.Daggerfal (protoplasta Morrowind'a,niewyobrażalnie rozbudowana przygodówka)

15.Mortal Kombat (pierwsza bijatyka z tej najlepszej serii tego typu gier)

16.Pancer General (niesamowicie grywalna strategia IIWŚ)

17.UFO (świetnie zrobione bitwy, szkoda że kolejne części coraz to traciły na
grywalności)

18.Ishar (niezła seria przygodówek)

19.The Sims (osobiście nie przepadam, ale ciekawy, odmienny pomysł na grę i
sporo ludzi to zaciekawiło)

20.Warcraft (niby kolejna Duna, ale jednak...)

21.Might & Magic (nie grałem, ale kultowa przygodówka, chyba najdłuższa seria)

22.Duke Nuke (NIE 3D!!!! świetna platformówka, nim nastała era 3D najlepsza
strzelanka)

23.Electrobody (pewnie mało kto pamięta, ale to pierwsza poważna gra na PCta
made in Poland, taki polski Dune Nuke, chyba 1991 roku)

24.Grand Prix Circuit (pierwsza niezła symulacja rajdów na PC, bodaj z 1988)

25.Stunts (symulator samochodowy, gdzie samemu budowano trasy, znajdźcie to w
dzisiejszych symulatorach)

Empire (tak poza kolejnością, wyróżnienie dla pierwszej strategii na PC, gra
z 1978 roku!!!)

Jak coś pominąłem, to przepraszam :o)



Temat: Lekcja w przyszłości :)
Lekcja w przyszłości :)

(szkolna sala, wchodzą dwaj uczniowie, jeden z nich trzyma pod pachą komputer
osobisty, siadają na krzesłach, wchodzi nauczyciel)

Nauczyciel: Dzień dobry, zaczynamy lekcję, proszę wyciągnąć notebooki.
Uczeń 1: Panie profesorze bo ja dzisiaj zapomniałem.
Nauczyciel: Jak to nie przyniosłeś komputera do szkoły! Skąd ja ci teraz
wezmę kartkę i długopis?
Uczeń 1: To ja panie profesorze sobie później zgram notatkę od kolegi.
Nauczyciel: No dobrze, ale żeby mi to było ostatni raz. Piszemy:"Gry dzielą
się na zręcznościowe, logiczne i strategiczne. Oddzielną grupę, ale jakoby
wywodzącą się ze zbioru gier stanowią symulatory..."

Uczeń 2: Panie profesorze, bo on mi wcisnął "DELETE"!!!
Nauczyciel: Po pierwsze nie "DELETE", tylko "DILEJT", a po drugie ty co się
wygłupiasz? Pracę domową odrobiłeś?
Uczeń 1: Odrobiłem.
Nauczyciel: Tak? To proszę podać mi kod do piątej planszy tej gry, która była
zadana do domu.
Uczeń 1: No... ...nie znam.
Nauczyciel: To znaczy, że nie odrobiłeś pracy domowej. W grę nie grałeś.
Uczeń 1: Ależ oczywiście, że grałem tylko pod koniec mi nie wyszło i nie
skończyłem.
Nauczyciel: To powiedz mi w którym miejscu jest tajemne przejście z planszy 4
do 6?
Uczeń 1: Nie wiem.
Nauczyciel: Nie wiesz. Nie grałeś. Tak? W ogóle w domu komputera nie ruszyłeś!
Za karę siądziesz teraz i przejdziesz grę do końca. Ja muszę wyjść na chwilę
i lepiej żebyś to zrobił zanim wrócę.

(nauczyciel wychodzi z sali, uczniowie zaczynają cichą rozmowę)
Uczeń 2: Ty wiesz co. Czytałem wczoraj "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza.
Uczeń 1: Tak, no i co?
Uczeń 2: Mówię ci chłopie jaki czad!
Uczeń 1: A ja wczoraj napisałem rozprawkę.
Uczeń 2: Yaaa, a na jaki temat?
Uczeń 1: (wyciąga z kieszeni wypracowanie) "Jaki dziś jesteś Mickiewiczu?"
Uczeń 2: Ale ekstra. I jakich argumentów użyłeś?
Uczeń 1: Różnych. Takich za i przeciw. Wiesz co przyjdź dzisiaj do mnie to
sobie je wszystkie omówimy.
Uczeń 2: Dobra, wpadnę wieczorem do ciebie. Przyjdę z "Grażyną".
Uczeń 1: Fajnie, poczytamy sobie.
Uczeń 2: No, ale będzie super.

(nagle do sali wchodzi nauczyciel)
Nauczyciel: Co mieliście robić? Co to jest? Oddaj mi to. (zabiera
wypracowanie, czyta) Mickiewicz? Mickiewicz, co to poezja? Ja wam dam poezję.
To już przechodzi ludzkie pojęcie co się wyprawia w tej szkole! (do ucznia 1)
Jutro ty, zgłosisz się do mnie z nagranym na dyskietce save'em z ostatniej
planszy gry. (do ucznia 2) A ciebie jak zobaczę wieczorem w miejskiej
bibliotece to ci podłączę internet i będziesz musiał do mnie co pięć minut e-
mail'a przysyłać. Ja wam wybiję z głowy te wasze wieczorki poetyckie, to
łażenie do bibliotek, teatrów i innych domów rozpusty. A co ci tu wystaje z
kieszeni. (wyciąga bilet z kieszeni ucznia) Co to jest? Bilety do opery! Ja
wam dam operę. Wynocha do domu i siedzieć przed komputerami. (uczniowie
wychodzą, nauczyciel zwraca się do publiczności) A wy co? Kabaretów wam się
zachciewa, tak? Do domu, już do swoich komputerów. Ale się człowiek czasów
doczekał. Co za młodzież!

Tekst: Tomasz Sobieraj (kabaret DNO)

Ze stroy: JoeMonster'a




Temat: Hazard w Centrum Miasta
Hazard w Centrum Miasta
GAZETA OLSZTYNSKA
ELK 9GRUDNIA 2003

Hazard w centrum miasta

Przy ul. Stary Rynek, nieopodal ełckiej katedry, seminarium duchownego i
centrum diecezjalnego firma z Opola chce otworzyć salon gier. Mieszkańcy
różnie to oceniają.

Zanim jednak salon będzie mógł powstać, jego lokalizację w Ełku muszą
zaakceptować radni miejscy. Tak mówią przepisy ustawy o grach losowych.
Przypomnijmy, że mniej więcej dwa lata temu była już próba utworzenia w
mieście centrum hazardu, ale radni opowiedzieli się przeciwko tej
inicjatywie. Sprawa wraca, ponieważ pojawiła się firma z Opola, która
specjalizuje się w prowadzeniu tego rodzaju biznesu. Mimo, że salon gier ma
być ulokowany w pobliżu katedry, seminarium duchownego i centrum
diecezjalnego, spełnia jednak wymogi uchwały Rady Miasta, związane z
zachowaniem koniecznej minimalnej odległości od obiektów sakralnych czy
edukacyjnych.

Chociaż opinie wśród mieszkańców są podzielone, sami radni twierdzą, że
wniosek o pozwolenie na ulokowanie w Ełku salonu gier raczej nie uzyska
poparcia większości. W tym tygodniu rozpoczną się na ten temat dyskusje na
posiedzeniach poszczególnych komisji działających przy Radzie Miasta Ełk.
- Myślę, że sprawa zakończy się podobnie, jak dwa lata temu - mówi
przewodniczący klubu radnych SLD Jan Wielgat. - Nie wiem, jak inni, ale ja
jestem przeciwny powstaniu takiego kasyna, ponieważ wiadomo, co to jest
hazard i co się z tym wiąże. Ile matek i żon będzie wówczas płakało, jeśli
ktoś wpadnie w ten niebezpieczny nałóg. Wiadomo też, że sama okolica stanie
się niebezpieczna i mieszkańcy będą mocno niezadowoleni. Takie kasyno może
narobić tu sporo kłopotów, a poza tym miejsce jest niefortunne, bo w pobliżu
katedry.

Podobne zdanie mają też niektórzy radni prawicowi.
- Nie jest to działalność kulturotwórcza, której istnienie, jak twierdzą
wnioskodawcy, miałoby pozytywnie wpływać na rozwój miasta i podnosić jego
prestiż - twierdzi radny Witold Żukowski. - Myślę, że powstanie kasyna byłoby
przyczyną konfliktów w wielu rodzinach. Również proponowana lokalizacja, w
pobliżu katedry i placu Jana Pawła II, jest nieszczęśliwa.
W tym wypadku nie będą miały znaczenia poglądy i podziały polityczne.
Większość radnych jest zdania, że wniosek nie zyska akceptacji. Jednak w
demokracji do momentu głosowania nic nie jest pewne. Sprawa rozstrzygnie się
na sesji w najbliższy poniedziałek.

Zapytaliśmy
Czy jesteś za powstaniem w Ełku kasyna gry?
Bożena Narewska, nauczycielka
- Nie mam nic przeciwko powstaniu kasyna. Ci, którzy mają pieniądze, mogą je
trwonić. Ci, którzy nie mają pieniędzy i tak nie pójdą nigdzie. Nadmiar
pieniędzy to problem bogatych ludzi, którzy potrafią je mnożyć i lubią
trwonić.

Halina Orzechowska, emerytka
- Nie jestem ani za powstaniem kasyna, ani przeciwko. Ja nie gram i nie mam
takiego problemu. Jeżeli kogoś będzie na to stać, to pójdzie do kasyna
trwonić pieniądze. Jeżeli to będzie opodatkowane i przyniesie miastu dochody,
to może tylko poprawić zasobność miejskiej kasy.

Andrzej Cieśluk, dyrektor Ełckiego Centrum Kultury
- Jestem przeciwnikiem kasyna. Jest to miejsce do gier hazardowych. Hazard
jest powszechnie uznawany za niebezpieczny dla ludzi o słabym charakterze.
Uzależnia ich. Jest powodem dramatów rodzinnych i osobistych ludzi, którzy
uzależnili się i przegrywają swoje pieniądze.




Temat: Związki SLD z Mafią
Związki SLD z Mafią
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=1678218&kat=9916
Mafia płaci i wymaga
USTAWA O GRACH LOSOWYCH
Prokuratura ma zeznania świadka, według którego mafiosi z Pruszkowa zrzucali się na ustawę o grach losowych. Inny świadek - Jarosław S. ps. Masa, potwierdza, że "Pruszków" zwolnił z haraczu za automaty do gry 6 firm, które płaciły na SLD. Który z polityków załatwiał te interesy? Czy, jak twierdzą media, Jaskiernia, szef klubu lewicy i były minister sprawiedliwości, wziął w łapę?

W gdańskiej Prokuraturze Okręgowej prowadzone jest śledztwo w sprawie nielegalnych automatów do gier, tzw. jednorękich bandytów. Wszczęto je na podstawie zeznań "Masy", świadka koronnego, który ujawnił, jak gang pruszkowski czerpał zyski z hazardu.

Prokuratorzy odkryli, że Holendrzy reprezentujący w Polsce firmy produkujące automaty, zawarli układ z gangiem. "Pruszków" na terenie Trójmiasta ściągał z nich haracze za legalnie umieszczone automaty w hotelach, ale jednocześnie wstawiał holenderskie automaty, wbrew przepisom, do "swoich" lokali. Obu stronom zależało, by zalegalizować działanie jednorękich bandytów i to w taki sposób, by jak najmniej zyskało na tym państwo, a jak najwięcej zostało w kieszeni mafii i Holendrów. A do tego potrzebna była korzystna dla nich nowelizacja ustawy o grach losowych.

"Pracują" nad ustawą

Prokuratorzy przesłuchali jednego z trójmiejskich gangsterów, związanego z "Pruszkowem". Jak twierdzą nasze źródła w Prokuraturze Krajowej, streścił on prokuratorom rozmowy między Holendrami a gangsterami z Pruszkowa. Zorganizował je człowiek "Pruszkowa" z Trójmiasta Piotr Jodko. Według tych zeznań, Holendrzy bali się, że w końcu wpadną na nielegalnych automatach. Na to przedstawiciele "Pruszkowa" mieli odpowiedzieć, że "ich ludzie już pracują" nad nowelizacją ustawy, dzięki której automaty będzie można legalnie umieścić w barach, na dworcach i stacjach benzynowych.

Ale najważniejsze jest to, że Jodko miał zapewniać Holendrów, że haracz, jaki płacą dla "Pruszkowa", jest przeznaczony na łapówkę za ustawę o grach losowych! Jak doniosła "Gazeta Morska", Jodko brał na to od Holendrów 50 tys. zł miesięcznie. Prokuratorzy jednak nie mają jak zweryfikować tych zeznań. Jodko jest wciąż poszukiwany listem gończym.

Układ mafii z SLD

Drugim elementem tej układanki są zeznania samego "Masy". Po aresztowaniu w grudniu 1999 r. opowiedział prokuratorom m.in. o układach gangu z SLD. Jego zeznania zostały utajnione. Dotarliśmy jednak do liczącego 307 stron uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, skazującego zarząd "Pruszkowa" (podpisał je sędzia Marek Walczak).

Na 47 stronie uzasadnienia znajdujemy najbardziej sensacyjną informację: "Jarosław S. został wezwany przez Janusza P. (członek zarządu >>Pruszkowa<<), który przekazał mu listę sześciu firm, które miały być zostawione w spokoju. Miały to być firmy finansujące SLD, z których przedstawicielami Mirosław D. (ps. Malizna) i Zygmunt R. (obaj wysoko w >>Pruszkowie<<) ustalili, że każda z tych firm będzie płaciła 50 000 dolarów miesięcznie".

- Jakie firmy finansowały SLD? - zapytaliśmy "Masę".

- O tym nie mogę mówić. Gdybym zaczął publicznie opowiadać o wątkach politycznych, to nikt nie zagwarantowałby mi bezpieczeństwa - powiedział nam Jarosław S.

Kto wziął kasę?

Poseł Zbigniew Nowak (kiedyś z Samoobrony, dziś PRS) złożył Grzegorzowi Kurczukowi, ministrowi sprawiedliwości, zawiadomienie o 10 mln dolarów łapówki, jaką miał wziąć za ustawę o grach losowych Jerzy Jaskiernia, szef sejmowego klubu SLD. Minister zdecydował, że śledztwo poprowadzi Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.

Poseł Nowak opowiedział o imprezie w warszawskim klubie sportowym Warszawianka. Na strzelnicy pod koniec ub.r. bawili się tam: b. prokurator krajowy Andrzej Kaucz, prokurator Małgorzata Wilkosz-Śliwa i gen. Andrzej Kapkowski, b. szef UOP. Do Kaucza miał podejść Arne van Doorst, Holender reprezentujący firmy handlujące jednorękimi bandytami. Świadkiem ich rozmowy miał być tajemniczy biznesmen, według naszych informacji, znajomy gen. Kapkowskiego. Miał on usłyszeć, jak Holender skarży się Kauczowi na Jerzego Jaskiernię, szefa sejmowego klubu SLD. - Daliśmy mu 10 mln dolarów, a z ustawą ciągle się nic nie dzieje!

Jak się dowiedzieliśmy, poseł Nowak zeznał w gdańskiej prokuraturze, że tajemniczy biznesmen zgłosił się do niego i opowiedział przebieg tej imprezy. Natomiast van Doorst w prokuraturze zaprzeczył, by rozmawiał z Kauczem o łapówce dla Jaskierni. Także prokurator Kaucz wypierał się, by kiedykolwiek rozmawiał z van Doorstem.

Sam Jaskiernia nazywa całą sprawę bredniami i prowokacją.

W sprawie jest wiele niewiadomych. Główna - dlaczego człowiek, który był świadkiem rozmowy na strzelnicy, zgłosił się akurat do znanego z awanturniczości posła Nowaka? Sam poseł nie chce rozmawiać. Może wyjaśni to prokuratorskie śledztwo




Temat: Komórka - blogosławieństwo czy przekleństwo?
Komórka - blogosławieństwo czy przekleństwo?
Znalazłem właśnie na Wirtualnej Polsce świetny felieton nt. telefonów
komórkowych. Zacytuję kilka jego najlepszych, moim zdaniem, fragmentów
(autorem jest Jarosław Grzędowicz, a tekst ukazał się w Nowej Fantastyce):

"(...) Powiem szczerze. Nie znoszę tego cholerstwa, mimo że właściwie parę
razy uratowało mi życie. W zamian, jeszcze częściej obrzydziło mi je na tyle,
że w sumie żałowałem wcześniejszego ratunku. Chodzi mi o urządzenie, które
stało się absolutnym bóstwem naszej cywilizacji. Gadżet, którego niebywała
kariera zaskoczyła wszystkich, nie wyłączając autorów SF. Telefon komórkowy.

Kiedy opisywano przyszłość, bez względu na to, czy dobrą, czy złą, z reguły
zakładano, że znajdą się w niej technologiczne odtrutki na różne bolączki
codzienności. Stąd często występowały w niej przenośne systemy
telekomunikacyjne. Konieczność zatelefonowania ze wsi na „międzymiastową” była
wystarczającym koszmarem, by uzasadnić pojawienie się jakiegoś wynalazku.
Zakładano że pojawi się komunikator w kształcie zegarka, albo noszony w
kieszeni, albo jeszcze inny. Tylko nikomu nie przyszło do głowy, co wynika z
istnienia takiego gadżetu.

A wynika, ni mniej ni więcej, że „jesteś w stałym kontakcie ze wszystkimi”.
Jak się dobrze zastanowić, to faktycznie ze wszystkimi. I faktycznie w stałym,
a to już koszmar. Nie „możliwość kontaktu kiedy to jest potrzebne i z tym, z
kim trzeba”, ale „stale i ze wszystkimi”. W toalecie, usiłując wylądować
płonącym samolotem, na środku pustyni, w ogniu strzelaniny, albo pod wodą. Ze
wszystkimi. Kiedyś, znalazłszy się w dramatycznej sytuacji otrzymałem SMS-a, o
którym sądziłem że zapowiada coś złego. Tymczasem automatyczna wiadomość
reklamowała nową grę w telefonie i głosiła pobaw się ze swoim pingwinem.
Wściekły odpisałem sam się pobaw swoim pingwinem, ale moim rozmówcą był robot
i nic z tego nie wynikło.

(...) Moją ulubioną rozmową telefoniczną, jest rozmowa z cyklu „cześć, co
słychać?” albo „cześć, co teraz robisz?”.

No przecież rozmawiam przez telefon.

Zaobserwowałem, że ludzie dzwonią zawracać głowę najczęściej, kiedy usiłuję
coś załatwić. Ulubionym miejscem jest kasa sklepowa, w momencie, gdy wyciągam
pieniądze, albo biurko jakiegoś sprzedawcy czy urzędnika. Jeżeli do mnie
akurat nikt nie zadzwoni, to do niego na pewno. Umiejętnie wykonany telefon w
momencie, kiedy borykałem się z bankomatem, pozbawił mnie kiedyś poważnej
sumy, którą odzyskałem dopiero po trzech miesiącach odwiedzania banku, tupania
i wywijania tam parasolem, aż wreszcie niechętnie zwrócono mi pożarte przez
cholerną maszynę pieniądze.

Sytuacja, która jeszcze niedawno byłaby czystym SF. Uwielbiam rozmawiać,
zwłaszcza z ludźmi których lubię. Mogę na tym spędzać całe godziny. Ale taka
rozmowa, najlepiej wsparta kuflem czegoś pienistego, to cała celebra. Nie
wymagająca emotikonów, SMSów, MMSów i plików avi. A komórka to wszystko
zabija. To jest komunikator i powinien służyć do komunikacji. Tymczasem pomału
zaczyna stanowić jakąś protezę mózgu. Spotkałem mnóstwo ludzi, których
telefony były mądrzejsze od nich. Służą do robienia fatalnych zdjęć,
nagrywania kilkusekundowych strzępów rozmowy, mogą być niewydarzoną konsolą
gier, można na nich oglądać niewyraźny, skaczący obraz pseudotelewizji,
surfować po niedorozwiniętej wersji pseudointernetu, albo słuchać muzyki,
nagranej w pustym, żelaznym elewatorze. Telefony zdobi się, oddaje im cześć,
oraz płaci haracz.

A ukoronowaniem czegoś, co nazwano „cywilizacją telekomunikacyjną” jest
rozmowa przez telefon o telefonach. Wynika z tego dla mnie jeden oczywisty
wniosek. One żyją.

To nie one służą nam, ale my im. To pasożyty, które wyewoluowały z walizkowego
urządzenia wożonego w samochodzie, albo przenośnej radiostacji wielkości
cegły, z anteną niczym ostrze szkockiego rapiera i nagle zyskały świadomość."




Temat: Cięta riposta - przeczytajcie koniecznie!!!!
Chcecie sie posmiac z glupoty? no ok.. eat this. [ps. moje odpowiedzi sa
zaznaczone znaczkiem ">>>"] Ale uwaga - to potezna dawka.

==================
Listy ludzie pisza...[czy listy do redakcji Game Caffe]

Gupki
(..) Luki jesteś gupek! Reszta redakcji to też gupki! Masz cos z ryjem i daje ci
z niego! Cieniasie ty jeden ty..HEHEHE! Uff. ulżyło mi.

>>>To dobrze, że ci ulżyło. Teraz uważaj : pomyśl. Wiem, że to trudne, ale
postaraj się! Wdech i wydech! Wdech i wydech! Tracimy goo! AAAA! [bum..trup padł]
No... Śmierć. Teraz populacji wzrasta poziom IQ.

OPINIA O GAMECAFFE
Game Caffe to straszne guwno. 12 stron

>>>Chłopcze używaj liczydła.

, czarno białe strony i jednostronne recenzje [chyba mu chodziło o
„jednostronicowe recenzje”.:) – luki99].

>>>Co my poradzimy, że jesteśmy jednostronni? Z jednej strony można powiedzieć
jednak, że inna strona szkodzi zdrowiu.:P

Żeby zrozumieć poniższy dowcip :
Info : Kiszony to moja druga ksywka w GC.:)

Luki99 to ch*** i jest strasznym palantem który nie zna zasad ortografi (...)
Zryty dekiel ma też Kiszony [jest nawet głupszy od lukiego].
[Pablo]

>>>Nigdy nie myślałem, że jedna moja ksywa jest głupsza od drugiej. Żeby
powiedzieć ładnie – dość oryginalnie myślisz.

HELOŁ! Jak pszejsc druga misje z helikopterem?
POZdrawiam!
[Macieq_haker]

>>> Drogi hakerze! Widzę, że jesteś obeznany z tytułami gier! Naprawdę
zaskakujesz mnie swoją pamięcią. Niestety nie wiem jak przejść drugą misję. Może
poszukaj w wyszukiwarce? Wiem, że wyskoczy dużo tytułów pod hasłem „misja z
helikopterem”, ale warto spróbować.
PS. Rozumiem, że gra tak mocno na ciebie wpłynęła, że aż zapomniałeś jej tytułu?:)

Autentyczna Rozmowa Na GG

Luki! No to spie*****!

>>>Ooo! Widzę, że teraz nawet przedszkolaki potrafią przeklinać. No nieźle.
Czego was tam uczą?

(...)Jesteś niedorozwinienty!

>>>Wiesz, niektórzy ludzie myślą. Nie martw się, ciebie to nie spotka.

Ps. Pozdrów opiekuna, który pisze ci te teksty. To się robi tak : <machanie łapką>

Ciekawa Korenspondencja

>>>Na początku były standardowe bluzgi i ciągłe nachodzenie itd. Potem zaczęła
się inteligentna wymiana zdań.;)

Jesteś moją siostrą! Hehe! To moja siostra! :P Ty to Michał? (..) To ty?
Ty to?

>>>Aha. Rozumiem[chyba..]. Kiepskim jesteś aktorem, za bardzo kłamać też nie
umiesz. Zapisz się bracie do LPR.:)

Spadaj!

>>>Cóż za rozbudowana riposta. Tak pięknie i twórczo nauczyłeś się wypowiadać od
Miodka czy Bralczyka?



Temat: Odradzam wczasy w Chorwacji.
alek31 napisał:

>
> Mnie wystarcza, że te stare miasta tam po prostu SĄ. I dlatego byłem tam już
> nie jeden raz i jeszcze nie jeden raz tam pojadę.
> Staram się zachować (jeśli to możliwe w tej sytuacji) obiektywizm, ale będąc
w
> paru innych krajach śródziemnomorskich nie widziałem piękniejszych miejsc niż
w
>
> zasadzie całe wybrzeże Chorwacji.

Z tym obiektywizmem to oczywiście żart, jak rozumiem :).

> Żeby znaleźć stare miasteczko podobne do dowolnego miasteczka chorwackiego
np.
> na Costa Brava, przejechałem całe wybrzeże od Barcelony do francuskiej
granicy
> (jakieś 150-200 km w jedną stronę) i jedynie maleńka Tossa de Mar ma jako
takie
>
> odniesienie. Trochę lepiej jest bardziej w głębi lądu, np. Girona, czy
> średniowieczne Pals, ale to parędziesiąt kilometrów od morza.
> Normalny widok nadmorskiej miejscowości to sznur betonowych hoteli (bloków)
> przy plaży, stragany z plastikową tandetą, automaty do gry i inne tego typu
> atrakcje pomiędzy brudnymi, śmierdzącymi spalonym olejem fast-foodami.
> Co do brudu, to (póki jesteśmy przy Hiszpanii) przejście się w Barcelonie po
> reprezentacyjnej Rambli, czy odbicie na np. Plaza Rejal może bądź co bądź
> oswojonego z brudem polskiego turystę pozbawić apetytu na resztę dnia.

Nie wiem co widziałeś takiego okropnego na La Rambla w Barcelonie. Barcelona
jest piękna, ale ma wszystkie wady metropolii. Porównywanie jej z jakimkolwiek
miastem w Chorwacji nie ma sensu. A o Costa Brava właśnie pisałem, że nie ma
tam po co jechać, chyba, ze ktoś lubi leżeć na plaży i biegać po dyskotekach -
można zrobić krótki wypad we wschodnie Pireneje (polecam np. średniowieczne
Besalu ze swoim niesamowitym mostem), chociaż to nie to samo co środkowe czy
zachodnie. Jak zapewne zauważyłeś w Hiszpanii polecałem ogromne puste plaże na
wybrzeżu Atlantyku na zachód od Gibraltaru, ewentualnie Sewillę oraz Pireneje,
gdzie jest dodatkowy plus - nie ma Polaków i Niemców :))).

> Nie lepiej, chociaż ogólnie ładniej jest w Grecji. Choć np. na Krecie
> największym urokiem mogą poszczycić się "weneckie" miasta - Rethymnon i
Chania.
>
> Pozostałe to raczej nieciekawa (betonowo-klockowa) architektura i brud na
> ulicach, że nie wspomnę o ziejących czarnymi oczodołami okien dwóch
> opuszczonych, ogromnych hotelach w samym centrum Heraklionu.

O Grecji nie wspominam z litości :).

> Dlatego chorwackie miasteczka, chociaż często zaniedbane, uwielbiam dlatego,
że
>
> są wszędzie, gdziekolwiek się w tym kraju nie zatrzymasz i dlatego, że są
wolne
>
> od typowych "atrakcji" Świnoujścia, Lloret, Mielna itp., tzn. wszechobecnych
> budek z żarciem i piciem, symulatorów, skoków na batucie, gier
zręcznościowych
> i ryczących na plażach głośników.

Nie ma co ryczeć bo plaż prawie nie ma :).

> Dla mnie sam przejazd Jadranką w okolicach Makarskiej, czy Dubrownika wart
jest
>
> wybrania się do tego kraju, bo gdzie znajdziesz kilkusetkilometrową drogę,
> gdzie nie ma kawałka, skąd widok nie zapierałby tchu w piersiach.

Oj, wiele jest takich miejsc, polecam np. Skandynawię czy zachodnie wybrzeże
Korsyki. Tu widzę ten niesamowity "obiektywizm". Proponuję podróż na trasie
Zadar - Sibenik- Split- Omiś, oprócz jednego miejsca, gdzie widać parę wysepek
i miasteczek na półwyspach (nie ma zresztą porównania z tym o czym pisałem
wcześniej) wszędzie po drodze okropne, bezładnie budowane, niedokończone domki.
Polecam porównie np. z budownictwem (także nowym) w Pirenejach (na zachód od
Andory). Niebo a ziemia :).

> A pospacerowanie wieczorem uliczkami Dubrownika, czy Korczuli ...

Też proponuję spacery wieczorem, nie widać wtedy odpadających tynków i tego
całego brudu.

> Dlatego wszystkim szczerze odradzam wczasy w Chorwacji ... wczasować można w
> Kołobrzegu, albo w Hiszpanii.
> Zwiedzanie Chorwacji - gorąco polecam !
>
> Pozdrawiam, alek

No właśnie ja nie wczasuję tam gdzie jadę, tylko zwiedzam i niestety odradzam i
wczasownie i zwiedzanie.




Strona 3 z 3 • Zostało znalezionych 211 rezultatów • 1, 2, 3
 
 
Podobne strony
 
 
   
Copyright 2006 Sitename.com. Designed by Web Page Templates