Gra Bakterie

Strona Główna
Czytasz wiadomości wyszukane dla słów: Gra Bakterie
 




Temat: W 38 tyg na basen??
Ja również myślałam o basenie będąc w ciąży, wybrałam się nawet raz czy dwa,
więcej nie zdążyłam - trzeba było leżeć. Moja ginekolog jednak na temat basenu
prawie wybuchła: po co wy (ciężarne) pchacie się na basen! Chodziło jej o to,
że na basenie jest mnóstwo bakterii, zarazków we wodzie - grzybice i in., łatwo
się czymś zarazić (nawet nieciężarne kobiety często walczą z
różnymi "pobasenowymi" dolegliwościami), szczególnie pod koniec ciąży! - wtedy
może sie zdarzyć, ze jest już rozwarcie i droga do macicy otwarta (dla tych
wszystkich intruzów). Zakażenie takie w ciąży jest bardzo groźne dla dziecka,
ja bym zdecydowanie odradzała z tego właśnie powodu. Jasne, że ruch w wodzie
jest najlepszy, w tym sensie na pewno basen jest bardzo dobry dla ciężarnej i
dziecka, ale czy gra warta jest świeczki?





Temat: Gdzie z 10 m-cznym malcem?
Ja mam w domu 9 miesieczna corcie, ale wyjazd planuje bez malej w towarzystwie
tez mlodych rodzicoe, a dzieci zostana z babciami- a to z prostych przyczyn-
ani ja nie odpoczne, ani maz, ani dziecko. Przeciez wiadomo, ze nono stop
musicie byc razem, niewiadomo jak malec zniesie podroz i w ogole czy jakas tfu
tfu choroba go nie zlap[ie. Ale jezeli sie upierasz to nie polecam krajow
arabskich ze wzgledu na higienniczne sprawy (tamtejsz woda i te bakterie w
jedzenie, przeciez prawie kazdy tam lapie choc na 1 dzien biegunke...), w gre
wchodzi raczej Europa- moze Hiszpania? Chociaz tam tez za czysto nie
jest...najlepiej zostaw dzidzie z dziadkami jezeli masz taka mozliwosc i sama
wypocznij. J aswoja milusinska zabiore jak bedzie miala okolo 3 latek zeby
dziecko cos zobaczylo swiadomie, przezylo i zapamietalo, choc na jakis czas.
Dla mnie to glupi pomysl brac tak male dziecko, naprawde, wiecej moze byc
problemow. Pozdrawiam. mloda mama.





Temat: - czyrak!
jeżeli chodzi o szczepionkę to najlepiej byłoby skontaktowac sie z zakładem
mikrobiologii lekarskiej-w grę może wchodzić szczepionka robiona-dokładnie
przeciwko szczepowi bakterii który powoduje u Pani te dolegliwości.Co do
antybiotyków to jedyne co można Pani Polecic to preparaty Lakcid,Lacidofil,
Trilac,Enterol itp.
Więcej informacji mogę Pani podać na priv-proszę tylko o maila



Temat: Danone Activia
To oczywiście są żywe bakterie, niby martwe mają być?
Problem w tym, że podobnie jak L.casei defensis w Actimelu, są modyfikowane
genetycznie. W końcu to probiotyk trzeciej generacji...
Mutanty,nie mutanty, spróbować trzeba. Oczywiście w grę wchodzi Activia
naturalny, nie żadne słodzone chu#stwo.
Zapodaję od paru dni, na razie efektów nie widzę :(




Temat: PAŹDZIERNIKOWE STARANIA :-))) część IV
Balbinko )) zwiewne ciuszki nie wchodzą w grę bo staram się ciepło ubierać,
żeby mój pęcherz miał cieplutko i dał sobie spokój z bakteriami.

A co u Cieie słychać? Staram się nadrobić zaległości w postach ale wiesz
dobrze, że przy tym tempie pisania na forum jest to syzyfowa praca

Uściski od grubej megi



Temat: mleko
> zaraz zaraz o ile sie nie myle to ostatnie badania wykazuja jednak
> ze pruchnice powoduje pewnien rodzaj bakteri

hehe, bo to jest tak :
najpierw pożywienie wysokowęglowodanowe(min.cukry) powodują
powstanie kwasów i bakteryjnej błytki nazębnej a potem jak te kwasy
uszkodzą zęba powodując osłabienie jego struktóry do gry włanczają
sie bakterie.



Temat: doczytalam o plynach do higieny intymnej:)
doczytalam o plynach do higieny intymnej:)
Kosmetki zawierajace wode (w praktyce - wszystko, poza mydlem...) sa
konserwowane, glownie dlatego, jak mysle, zeby zawsze pozostawaly piekne i
przejrzyste jak woda zrodlana, albo gladziutkie jak jedwab. Konserwanty,
oprocz tego, ze konsweruja, sa sklonne niszczyc nasze 'dobre' bakterie
niezaleznie od tego, czy sprawa dotyczy glowy, dloni czy obszarow rzadziej
wystawianych na widok publiczny.
Chyba mam kolejne wyjasnienie moich problemow. Na razie trzyma mnie wiara w
lactacyd, bo on jakis taki metny, ale wcale sie nie zdziwie, jak zaczne
inwestowac w porzadnej jakosci mydla z naturalnych skladnikow, o ktore
trudno, ale moze gra jest warta swieczki...

16%VOL
22%VAT
(very przepraszam za chwilowy brak polskich ogonkow)



Temat: Mam duże wątpliwości!!!!!
U nas też kaszel męczy córkę (2 latka) od chyba miesiąca. Były już syropiki
różnej maści i ... nic.
Lakarz pediatra kazał zrobić wymaz z gardła i nosa aby stwierdzić, czy w grę
nie wchodzi jakaś paskudna bakteria. Dopiero z wynikami w ręku podejmie
decyzję, czy trzeba wkroczyć z antybiotykiem czy też nie. Takie badanie pozwala
też dobrać najskuteczniejszy antybiotyk a nie "walić w ciemno".

Pozdrawiam i życzę dużo zdrówka
Hanka




Temat: jogurt domowy - grudki
nie mam dostepu do bułgarskich ani macedońskich bakterii-rozmnozyłam Danona i
gra=jogurt zywy mimo wszystko (w godzine "zesztywniał")
a 2 łyzki mleka, to taka zbrodnia?




Temat: pytanie
A powiedz mi jaki lekarz Ci to przepisał pedriatra czy urolog?Coś mi tu do
końca nie gra a Wam jak się wydaje?Tu chyba był źle pobrany mocz a dziecko nie
ma bakterii i nie potrzebnie bierze antybiotyk.Cholercia mogli podać zwykły
baktrim czy urotrim.



Temat: Inspektor Wombat
Dzięki za wszystko - przeszłam ;) Pojemnika szukać nie
musiałam...najśmieszniejsze jest to, że tu oprócz wisienek, plastrów, szampana
z opium, gazety i zapalniczki NIC więcej nie jest potrzebne do przejścia
gry...nawet te głupie bakterie ;) Pozdrawiam



Temat: Grypa? żołądkowa?
Coś mi tu nie gra... Antybiotyki przecież nie działają na wirusy, tylko na
bakterie, i mogą tylko niepotrzebnie osłabic organizm, i tak osłabiony juz taką
grypką.



Temat: Jutro w Warszawie koncert słynnej grupy Kraftwerk
W czasie wojny popularne było też określenie "fritz" (popularne, jak widać, niemieckie imię w okopach), a także "germs" - pogardliwe przezwisko, będące grą słów: germ to skrót od German - Niemiec, ale także "bakteria", "zarazek"

pozdr.
Łukasz



Temat: ^^***Rozkojarzenia***^^
twardycukierek napisała:

> Napisałam sygnaturka? Przepraszam, wizytówka! :)

Hehe, dobrze ze chociaz pamietala jak mu na imie;D A ztym choralem
to nie, wymogi gry, to wszystko...;)

> szampon

kultury bakterii :D




Temat: test z krwi-antybiotyk
coś tu faktycznie nie gra...lekarz zrobił pewnie test na podwyższony CRP(
wskaźnik stanu zapalnego w organizmie).
Ale może się przejęzyczył albo źle usłyszałaś. CRP jest podwyższony przy
infekcjach poważniejszych-np bakteryjnych i dlatego ten antybiotyk.



Temat: Dlaczego tak sie dzieje
maureen2 napisała:

> vit C jest potrzebna do produkcji adrenaliny,podobno bakterie też nie lubią
> vitC

To jak w grze FPP, zuzywa sie zdrowie i tarcza:)



Temat: zapalenie układu moczowego u dziewczynki
jezeliby nawet pojemnik byl nie do konca jalowy (co raczej nie wchodzi w gre)
to nie wychodowaliby chorobotworczych bakterii



Temat: przedszkole czy dom???
przedszkole czy dom???
Witam, jestem w 6 miesiącu ciąży, mam dwoje dzieci (5lat -Kamilek i 2 lata -
Madzia). Synek od początku września chodzi do przedszkola (1 raz) i od
początku przyplątały się przedszkolne choroby, kaszel i katar, ale bez
gorączki (Madzia też miała takie same objawy). Dziecko chodziło do
przedszkola. Niestety synek dostał anginy z wysoką gorączką, po 4 dniach
Madzia, a i ja coraz gorzej się czuję. Mój pediatra nakrzyczał na mnie, że
synek powinien być w domu ze mną skoro i tak siedzę, a nie przynosić mi do
domu choroby. Naprawdę nie wiem co mam robić. Czasami jestem zdecydowana, że
wypiszę synka z przedszkola, a za chwilę, że pójdzie, w końcu to duża ciąża.
Dodam, że przedszkole mam pod nosem, dopiero co otworzyli, niestety w tym
roku nie wymienią okien, a są stare i na tak duże pomieszczenie otwiera się
tylko lufcik, a to pewnie ma wpływ na kumulowanie się bakterii i wirusów. Jak
pomyślę, że zaczyna się okres chorobowy i tak ma być co tydzień, dwa, to
odechciewa mi się posyłać. Jak patrzyłam wczoraj na rozpalonę buzię
Madziulki, to serce mnie ściskało. Na początku lutego urodzę dziecko i też
chciałoby się odizolować je chociaż na te pół roku od różnych wirusów i
bakterii. Z drugiej strony mój synek dobrze czuje się w tym przedszkolu, ma
fajne panie, grupa jest najwyżej 15 osobowa. Mam dylemat, pewnie dlatego, że
mam możliwość wyboru, synek w przyszłym roku będzie miał przymus chodzenia.
Myślimy z mężem, żeby inaczej spożytkować pieniądze za przedszkole (niemałe).
Zapisać go w soboty na angielski, jeździć do teatru, zapisać na sztukę walki.
Ale opcja wchodzi w grę tylko w weekend (ja nie jeżdżę samochodem, a
mieszkamy pod Warszawą). Możecie powiedzieć, że wszędzie można się nabawić
chorób, w sklepie również, ale napewno dziecko zarazi się szybciej, gdy
przebywa 8 godzin w zamkniętym pomieszczeniu z innymi dziećmi (niedługo nie
będą wychodzić - pogoda). Napiszcie proszę Wasze zdanie, może same byłyście w
takiej sytuacji i podjęłyście decyzję, proszę bardzo o rady, o rozwianie
wątpliwości, o przechylenie szali w którąś stronę. Mąż mówi, że to głównie
moja decyzja, bo ja będę z dwojgiem dzieci (mąż wraca późno). Boję się też,
że jak poślę będę więcej siedzieć w domu, niż wychodzić na dwór (a tu długie
wieczory, depresyjne nastroje). Please pomocy.



Temat: Łódź - szpital Madurowicza???
No własnie tez rozważałam ten szpital - mają tam wannę do prododów w wodzie, nie
wiem czy nie jako jedyny szpital w Łodzi - moze sie myle.
Natomiast nie byłam pewna co do tej historii z bakteriami.... ale jak wrzuci się
hasło w wyszukiwarke to znajdzie się pare informacji o tym incydencie, min.
chyba na stronie Urzędu Marszałkowskiego, ale nie pamietam. W kazdym razie
podsumowanie bylo takie, ze z 30 probek jakie pobrali ze szpitala, z oddzialu
nie wychodowali bakterii, która byla odpowiedzialna za smierc dzieci, wiec padło
stwierdzenie ze zakazenie musialo pochodzic z zewnatrz. Ale zeby wiecej nie
dochodzilo do takich historii to zamkneli oddział i przeznaczyli na jego remont
lacznie ok 190 tys. w tym byla takze wymiana podlogi i wszystkiego co mozliwe
zeby zlikwidowac ognisko bakteri.
Moj kolega lekarz, ktory studiowal w Łodzi i byl w łodzkich wielu szpitalach na
praktykach w tym m.in. w Madurowiczu, twierdzi, że jesli chodzi o procedury
zachowania czystosci, dezynfekcji narzedzi i utylizowania odpadow szpitalnych to
byly tam zachowywane najwieksze rygory pod tym wzgledem. Kolega byl milo
zaskoczony, ze postepuja tak ostroznie i dokladnie, czego nie mogl stwiedzic w
przypadku innych szpitali. A jesli chodzi o porodowke to powiedzial (on jako
student, patrzacy na to wszystko z boku), ze tam panowala bardzo rodzinna,
ciepla atmosfera, w przeciwienstwie do ICZMP, która wg niego jest "fabryka",
tasmą "produkcyjną" porodów.
Wybór pozostawiam Tobie.
Czy ja wybiore ten szpital? Jesli ostatecznie zdecyduje ze rodze w Łodzi (bo w
gre wchodzi Wwa ale to juz inny wątek to raczej jestem skłonna tam się
wybrać, ale na razie mam inne dylematy.
Pozdr.
B i "kuleczka" 22 tc




Temat: Październik 2005 - nasze skarbeczki :)
Czesc dziewczyny,
dawno nie pisałam ,ale melduję że wszystko przeczytałam.Uff dużo tego było.

Kubuś na szczęście już przestał się wygłupia i nie ma już biegunek )
W sumie to nie wiadomo co to było...Zrobiliśmy mu posiew kału i wyszło że nie
ma w ogóle bakterii w organiźmie a to źle...Podaję mu 3x dziennie lakcid i mają
się wytworzyc.
Pobieraliśmy tez mocz....ale była jazda!!! #x Małz z nim jeździł do szpitala i
za każdym razem pisali że pobrany niejałowo...Boshhh ile ja się mu sisiorka
namyłam/w środku tez trzeba odciągnąc skórkę -okazało sie ze trzeba codziennie
tak myc zeby sie bakterie nie zbierały- potem osuszyc jałowo i potem rivanolem
przemyc i topiero siosiaka do woreczka.
Ale mnie mały wczoraj załatwił jak wykonywałam mu nachylona nad przewijakiem ta
skomplikowaną toaletę to mnie centralnie prosto w nos ...osikał łobuziak mały!!
Dziewczyny,
ja też jestem zakochana w tym moim szkrabku mam ochote całowa go cały czas i ma
takie słodkie stópki jak go przewijam to kładzie mi je na policzki hihiihihi
Ogólnie jest super gościu . Strasznie jest żarłoczny. Je co 3 godz. jak nie
to"syrena" mu się włącza i niczym nie da się uspokoic dopóki butelki nie
dostanie i wypija 150ml. Muszę mu zabierac bo jeszcze by jadł.
Zmieniliśmymleko na Emfamil AR/tak postanowił lekarz/ i wygląda na to że to
mleko mu w końcu kupki unormowało. Az zaczynałam się martwic bo się twarde
zrobiły, ale na szczęscie godzine temu zrobił najnormalniejszą, więc ewnie
wszystko się jeszcze normuje.
Byliśmy na spacerku, pogoda super jak na listopad, oby jak najdłużej tak był.
A i mój synek dzisiaj skonczył 7 tyg. i NORMALNIE uśmiecha się do mnie. Ma tez
swoją pszczółkę pozytywkę na którą krzyczy "le" jak przestaje grac.
Ogólnie jestem szczęśliwa!!!!!! że mam takie cudeńko.
Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamusie i dzieciaczki.
Ewa



Temat: Za co ja dostałem bana :)
Żeby nie było, że nie na temat i dałem się we flame wciągnąć, rzucę komentarz jak
najbardziej na temat:

> Lekarze, z którymi się stykałam, usiłowali latami mnie
> leczyć witaminowo, wpędzając w coraz bardziej przewlekłą chorobę.

Bo to durnie. Pełnoobjawową niedoczynność tarczycy leczy się objawowo hormonem
T3 a nie żadnymi witaminami, jednocześnie wykonując pełną analizę działania
zarówno obydwu gruczołów, czyli przysadki i samej tarczycy, jak i gry hormonów -
czasem jest tak, że mimo prawidłowego poziomu hormonów nie następuje
odpowiednia reakcja komórek które przez hormony mają być pobudzane.

Taką właśnie "niewykrywalną" prostymi badaniami poziomu hormonów niedoczynność
wywołuje między innymi borelioza, ale nie tylko borelioza. Zawsze może się okazać,
że borelka została u Ciebie wyleczona 3 tygodniową terapią, ale z całkowicie
odmiennych przyczyn rozwinęła się zupełnie inna choroba. Możliwe też, że krętki po
prostu zniszczyły tarczycę i antybiotyki nic tu nie pomogą. A możliwe też, że krętki
wywołują stan zapalny blokujący działanie hormonów, w takiej sytuacji użycie
antybiotyków pomoże. Zresztą nie tylko w takiej, antybiotyki ze względu na działanie
przeciwzapalne pomagają w chorobach tarczycy kompletnie nie związanych z
jakąkolwiek bakterią - w takiej sytuacji odstawienie antybiotyku spowoduje niestety
pełen nawrót choroby. Tak czy tak, leczenie z obłędem w oczach jakiegoś schorzenia
tylko dlatego, że objawy pasują i kiedyś się je przechodziło, jest co najmniej mało
rozsądne.

Już nawet nie wspomnę (nie wspomnę, prawda?) o tym, że nawet dr Burrascano
zaleca każdemu choremu na boreliozę ze zgoorkowymi objawami terapię za pomocą
hormonem tarczycy T3, aby poprawić samopoczucie (objawy choroby znikają
błyskawicznie), jak i w celu poprawy siły odpowiedzi immunologicznej organizmu.
Dobry lekarz zastosuje taką terapię, jako że daje ona naprawdę bardzo dużo -
czasem nawet dwukrotnie potrafi przyspieszyć wyleczenie. No ale to trzeba trafić na
dobrego lekarza, o takich ciężko w naszym kraju.



Temat: Obraz kosmosu.
Obraz kosmosu.
Na forum Kawiarenka Filozoficzna przeczytalem watek Obraz Kosmosu.
Duzo na nim spekulacji na temat pozaziemskich kultur i cywilizacji.

Zaraz po przeczytaniu tego watku obejrzalem film o gangsterach-murzynach z
Nowego Jorku. Czy ktos wychowany w polskiej kulturze moglby nawiazac kontakt
intelektualny czy emocjonalny z tymi ludzmi? Przypuszczam ze watpie. Nie
sadze, aby byli lepsi lub gorsi od nas. Sadze, ze sa inni.

Nawiazanie kontkatu indywidulnego pomiedzy tymi z Nowego Jorku a nami z Polski
jest chyba mozliwe jedynie w parach rasowo mieszanych majacych wspolne dzieci.
Ich religijnosc jest rowniez jakze inna od naszej religijnosci, nasza jest
refleksyjna, ich jest muzyczna.

Wszystko zalezy, czy na tej innej planecie rozwinelo sie zycie, a jezeli sie
rozwinelo, to czy wyszlo poza bakterie, a jezeli wyszlo, to czy wyszlo poza
roslinnosc - i tak kolejno. W okresie dinozaurow bylo na Ziemi bujne zycie,
ale o tak skomunikowanym i uspolecznionym zwierzeciu jak czlowiek, czy nawet
orangutany, goryle, pawianay, czy inne malpy, nie bylo wowczas mowy. Gdyby
wowczas, za dinozaurow, przybyli na Ziemie podobni do ludzi przybysze z innej
planety, byliby bardzo rozczarowani, ze z nikim nie maja mozliwosci nawiazania
kontaktu chociazby na najbardziej przymitywnym poziomie intelektualnym.

Ale przypuscmy, ze na innej planecie znajdujemy organizmy zywe podobne do
ludzi. Z nimi glowne trudnosci to bylyby trudnosci jezykowe. Inne trudnosci
nie bylyby wieksze, niz te jak miedzy nami a tymi z Nowego Jorku. Wszystkie
odmiany czlowieka na Ziemi moga wzajemnie pokonac bariery jezykowe, wiec i z
tymi z poza ziemi bylyby one do pokonania. Zreszta w oparciu o rozwoj ich
jezyka ocenialibysmy, czy sa podobni do ludzi.

Jezeli oni byliby lepiej rozwinieci cywilizacyjnie od nas - pomogli by nam w
porozumieniu sie z nimi, jezeli my od nich - my pomoglibysmy im.

Poza tym caly wszechswiat rzadzi sie prawami opisanymi przez nauke, one sa w
calym wszechswiecie te same, i jedyny problem, kto te prawa lepiej poznal,
czyli kto jest lepiej rozwiniety cywilizacyjnie, a kto jest z jakiej planety
nie gra roli.

Jezeli jest na innej planecie zycie, glowny problem dla komunikacji, to na
jakim poziomie rozwoju jezyka jest to zycie.

Moralnosc moze byc bardzo rozna, tak jak jest rozna u tych z Nowego Jorku i u
nas.



Temat: Humor w Nauce i Sztuce
Winien jestem errate: Dzieciolatek -> Dziesieciolatek = 10-latek

Ale tu sie pojawi niejaka yepestis, ktora zwalcza erraty - a ja sie jej bardzo
boje ;-) Ona ma w torebce narecza probowek z groznymi bakteriami ;-)

***

W zwiazku z tym troche wiecej ciekawostek o Toscaninim:

- Pan mnie zabrania bisować?! - krzyczała za kulisami znana sopranistka - Mnie,
gwieździe?
- Madame - odparł Toscanini - Gwiazdy dostrzegam jedynie na niebie.

Walcząc z przejawami gwiazdorstwa u solistów Toscanini naraził się wielu
muzykom, jednocześnie jednak, wprowadzając przedstawienia zespołowe i koncerty
symfoniczne, doprowadził do rozkwitu La Scali, a później Metropolitan Opera w
Nowym Jorku. Nie miał w sobie nic ze słynnego zarozumialstwa dyrygentów. Liczyła
się dla niego tylko muzyka.

Obdarzony był genialnym talentem i twardym charakterem. Wybuchy złości
Toscaniniego na próbach były powszechnie znane. Swą porywczość przelewał na
muzykę - pełną namiętności i dramatyzmu. Do anegdot przeszła próba Yehudi
Menuhina ze słynnym dyrygentem: podczas przegrywania sonaty Brahmsa w hotelowym
pokoju nagle rozdzwonił się telefon. Nie przerywając gry na fortepianie,
Toscanini jedną ręką szarpnął za sznur i wyrwał go z całym gniazdkiem ze ściany,
po czym bez słowa kontynuował utwór.

- Ja nie jestem taki zły, jak o mnie mówią - zwierzał się Arturowi
Rubinsteinowi. To z nim jako solistą debiutował z III koncertem fortepianowym
Beethovena. Gdy podczas jedynej próby okazało się, że Toscanini nigdy wcześniej
nie grał tego utworu, pianista zbladł. Mistrz poprosił go o zagranie kilku
taktów przed wejściem orkiestry. „I co to da”, pomyślał Rubinstein, gdy nagle
orkiestra weszła równo, dbając o tempa i najdrobniejsze nawet niuanse. I właśnie
na tym polegał geniusz Toscaniniego.

Kochał muzykę i kochał Włochy, jednak kiedy Mussolini doszedł do władzy,
protestując przeciw hitleryzmowi odmówił dyrygowania faszystowskim hymnem.
Zrezygnował też z ulubionych festiwali wagnerowskich w Bayreuth. Wkrótce
wyjechał do USA i w Nowym Jorku stanął na czele NBC Symphony Orchestra, którą
uczynił sławną. Do ojczyzny nigdy nie wrócił.




Temat: Jest tu ktoś chory na boreliozę?
Jest tu ktoś chory na boreliozę?
Kurcze, tak czytam, czytam... forum niby o boreliozie, ale co jakiś przypadek
się znajdzie, okazuje się że to borelioza nie jest

Zgoorek ma rozwaloną tarczycę, wszystkie objawy tarczycowe, brak objawów
boreliozowych. Możliwe że właśnie krętki zablokowały działanie hormonów, ale
fakt faktem że to tarczyca gra tam pierwsze skrzypce. Zgoorek uparła się że to
tylko borelioza więc leczy już chyba parę lat.

Maria - jak się okazało - nie ma boreliozy albo ma bardzo małą ilość bakterii,
za to ma najprawdopodobniej przewlekłą infekcję wirusem półpaśca, który daje
takie właśnie objawy.

Reni77 - tarczyca, uwagi jak u zgoorka. Uparła się że to borelioza, leczy więc
już ponad rok, trzecią z kolei "koinfekcję", końca leczenia nie widać.

Geodeta - czort wie co, ale nie jest to borelioza (brak reakcji na
antybiotyki), tak czy tak właściwą terapią okazały się najprawdopodobniej
najzwyklejsze witaminy.

Sylm8 - tarczyca, typowe objawy tarczycowe + stwierdzone rodzinne kłopoty z
tym gruczołem

Gronika - po miesiącu chyba dociekania i badań okazało się, że ma kompletnie
rozwaloną gospodarkę wapniem i ogólnie minerałami

klematis - tarczyca jak 2x2=4

ccicci - ciężko wyczuć co to, bo nie chce opisać przypadku, ale na pewno nie
jest to borelioza (brak herksów)

Locus52 - też ciężko wyczuć czy coś mu dolegało oprócz kompletnego
zdemineralizowania organizmu cocacolą.

tom3czek (czy jak ten nick się pisało) - najpewniej albo przewlekłe zakażenie
wirusowe spowodowane spadkiem odpornosci po antybiotykach, albo po tychże
antybiotykach skażenie grzybem opornym na ketokonazol. Tak czy tak nie była
to borelioza.

Póki co z tego całego tłumu ludzi, którzy przewinęli się przez forum, mamy
jedną osobę z zespołem poborelizowym / być może aktywną boreliozą (kotakot),
jedną osobę z boreliozą (ta kobieta która w ogóle nie miała systemu
odpornościowego i zwykły katar kończył się u niej ostrym zapaleniem oskrzeli).

Albo coś źle liczę, albo okazuje się że niemal w każdym przypadku "borelioza"
po bliższym przyjrzeniu się okazuje się kompletnie inną chorobą.



Temat: Ludzie Pomocy ! PILNE !!!
Ludzie Pomocy ! PILNE !!!
Witajcie! Moja choroba zaczela sie w polowie sierpnia br. Czuje juz
od 4 miesiecy bol w nosie, tak jakbym mial tam cos spuchniete,
obrzekniete w moim nosie i TO JEST MOJ JEDYNY OBJAW. Na poczatku
wrzesnia poszlem do lekarza, ktory stwierdzil ze mam chore zatoki i
przepisal mi antybiotyk, ktory nic nie pomogl. Chodzilem do lekarzy,
laryngologow-dostawalem od nich kolejne leki, spilem 4 antybiotyki
na zatoki-bezskutecznie. W koncu laryngolog skierowal mnie na tk
zatok obocznych nosa. Wynik badania:Niewielkie zacienienie komorek
sitowych obustronnie. Dyskretne zacienienie zatoki klinowej w
okolicy przegrody zatoki klinowej po stronie lewej o gr. ok.2,5mm na
dl. ok.11mm. Pozostale zatoki oboczne nosa prawidlowo powietrzne.
Nieco uposledzona jest droznosc kompleksu przewodowo-ujsciowego
laczego komorki sitowe z zatoka klinowa po stronie prawej. Po za tym
kompleksy przewodowo-ujsciowe prawidlowo drozne.Lekarze laryngolody
nie potrafia mi wytlumaczyc wynik tego badania, mowia ze zacienienie
jest normalne,ze kazdy to ma, a mi sie wydaje ze nie. Ze to wskazuje
ze jest tam cos nie tak. Bylem w jednej z najlepszych klinik, tam
laryngolog zrobil mi endoskopie nosa- mowil ze wszysztko jest ok.
Nastepnie skierowal mnie do szpitala na diagnostyke bo potrzebowal
TK zatok przód i tył. W szpitalu musialem byc na czco od 7 rano i
czekac 6 godz az laskawie dr zrobil mi endoskopie nosa,ktora juz
mialem robiona, powiedzial ze wszystko jest ok, ze TK zatok nie
bedzie potrzebne do zrobienia. Prosilem zeby zrobili mi to badanie
ale coz taka sluzba zdrowia w Polsce. Bylem u innego laryngologa i
tu zaznaczam ze byl dr n.med. (czyli nie byle kto)-powiedzial mi ze
mam obrzekniete malzowiny nosowe, przepisal mi kolejne sterydy do
nosa i za 2tyg do kontroli. Po paru dniach bylem u innej laryngolog
ktory mi powiedzial ze nie mam obrzeknietych malzowin,wiec nie wiem
juz co mam robic i komu wierzyc. Mialem robiony wymaz z nosa- nie
wyszla zadna bakteria, mialem zdrobione MR glowy(podejrzenie
zapalenie nerwu od neurologa)-wynik prawidlowy oczywiscie wszysztko
prywatnie bo terminy dopiero na kwiecien. Teraz jestem umowiony na
zabieg 28.grudnia w klinice ktory kosztuje okolo 1000zl NFZ nie
wchodzi w gre bo ja sie mecze z tym bolem juz 4 miesiac i normalnie
nie dam rady funkcjonowac w zyciu :((. Ja sam czuje jak bym mial tam
spuchniete czyli moze od tych malzowin mnie tak boli. Nos mam caly
czas drozny.Dodam ze w przeszlosci nie chorowalem na zadne powazne
choroby.Juz nie wiem co o tym myslec, strasznie sie mecze. Pomozcie
i doradzcie co mam dalej robic. Dziekuje za przeczytanie moich
wypocin :)PZDR



Temat: lapisowanie mleczaków
ja ze swoja 1,5 roczna coreczka jestesmy swiezo po kilku fachowych
konsultacjach odnosnie zlikwidowania/zahamowania prochnicy i tak:
-na poczatek ozonowanie-wybija bakterie powwodujace prochnice na powierzchniach
do ktorych zdola dotrzec (w glebsze warstwy zeba niestety nie wnika) po zabiegu
od razu widac roznice,pociemniale partie zebow sa jasniejsze=prochnica
zabita .w zaleznosci od lekarza mozna za to zaplacic od 100 pln za zabek do 300-
400 za wszystkie kilkanascie zabkow. nasza pani stom.powtarzala ozonowanie na
najbardziej zaatakowanych zabkach,zeby jak najlepiej je odkazic,poza tym jak
mala sie wiercila to czasami koncowka urzadzenia sie zsuwala i tez bylo
powtarzane (od kilkunastu do kilkudziesieciu sekund na 1 zabek)
-mozna pokusic sie o borowanie i plombowanie,ale jest ciezko,bo dzieci w tym
wieku nie wspolpracuja. znajomy dentysta radzil srodek uspakajajacy na
wyciszenie przed zabiegiem (sprobujemy zeby oszczedzic malej wrzasku i
strachu).niestety plomba moze sie tez nie utrzymac i odpasc,zwlaszcza jak zabki
sa malutkie tak jak u mojej coreczki.zaprzyjazniony dentysta radzi sprobowac
-lapisowanie zawsze wchodzi w gre,jak poprzedni emetody w dnaych miejscach nie
podzialaja (postepowanie prochnicy sprawdza sie specjalnym laserem) mozna
zastosowac lapis,ktory utwardza rozmiekczone przez prochnice miejsca. To jest
wazne,bo tak jak u nas,paseczek prochnicy wokol nasady zeba,przy dziaslach moze
w najgorszym razie spowodowac ukruszenie sie i odpadniecie zeba.Dobre jest to
ze na czarno zabarwia sie tylko czesc zaatakowana prochnica,zdrowa reszta zeba
zostaje biala. W ostatecznosci zastosujemy ta metode. A jak mala podrosnie i
wiecej bedzie rozumiec, latwiejsza bedzie wspolpraca z dentysta mozna pomyslec
o usunieciu czarnych powierzchni i pokryciu ich estetycznymi wypelnieniami.

aha
-fluorowanie-smarowanie wszystkich zebow zasychajacym na nich zelem
ktory "odzywia" zeby. ROzpuszcza sie,odpada od zabkow po kilku godzinach
intensywnego dzialania. U nas byl nalozony zaraz po ozonowaniu (troche jak u
kosmetyczki oczyszczanie skory i potem intensywna odzywka) powtarza sie co
jakis czas



Temat: cesarka na Madalińskiego - która miała?
I znów odpowiem podobnie jak Cathinka, z drobnymi różnicami tylko.

hanna222 napisała:

>Drugie cc za miesiąć więc parę pytań:
> - jak się zapisać i kiedy

Ja się zapisałam do dr Adamowicza na tydzień naprzód, nie było z tym
żadnego problemu. Zadne zjaomości itp. Poszłam do przychodni
przyszpitalnej i się zapisałam. Na wizycie dr Adamowicz
zakwalifikował mnie do cc. Na wizycie za tydzień (również żaden
oroblem z zapisem) ustalił termin i wpisał mnie w grafik.

> - jakie dodatkowe koszty: za męża na sali, dodatkową pielęgniarkę
na
> normalnej sali

mąż podczas operacji - 150zł
Pielęgniarka - nie wiem, ale szczerze mówiąc nie było potrzeby.

> - co dla dziecka wziąć

zajrzyj na stronę www szpitala na Madalińskiego, wszystko mają tam
ładnie opisane.

> - jaki stan techniczno-higieniczny sali pooperacyjnej (robaki,
> bakterie) i normalnych sal i ubikacji

Jakie robaki, skąd takie pomysły?
POOP super, czysta, ładna, z klimatyzacją i łazienką. Łóżka
sterowane pilotem, co jest super dla dziewczyn po cc. Ja leżałam na
pooperacyjnej prawie 3 doby z uwagi na brak miejsc na normalnych
salach i całe szczęście! Zwykłe sale też ładne i z łazienkami
(przynajmniej w tej częśći, w której byłam ja), ale ciasne i gorące
jak piec hutniczy.

> - czy dziecko można dokarmiać jeśli brak pokarmu i kto to robi

pielęgnirarki przynoszą mleko

> - czy można odwiedzać na pooperacyjnej i w salach normalnych np.
> stała pomoc męża

można; jedna osoba w jednym czasie. Stała pomoc - w sensie non stop -
raczej nie wchodzi w grę. Odwiedziny są 15.00-19.00, aczkolwiek
jest to przestrzegane tylko na POOP.

>> - czy sala pooperaycjna ma swoją własną pielęgniarkę)

tak i dlatego nie ma wg mnie potrzeby stałej obecności członka
rodziny. Pięlegniarki na POOP bardzo pomocne, zarówno przy dziecku,
jak i przy pacjentce.




Temat: Noworodek w domu a goście
Po ukonczeniu 4-rech tyg, dziecko nie jest juz nowordkiem. Mozesz zaczac
oswajac go ze swiatem zewnetrzym. Najwazniejsze jest, zeby wizyty w domu
odbywaly sie wedlug ustalonego przez Ciebie schematu. Po pierwsze,
przeziebione, zakatarzone osoby nie moga odwiedzac dziecka, musisz byc w tym
postanowieniu twarda i nie ustepliwa. Pod zadnym pozorem nie wolno pozwalac
nikomu dla swietego spokoju palic przy dziecku. Przed wzieciem dziecka na rece,
dana osoba musi je najzwyczajniej w swiecie umyc. U mnie wszyscy rytualnie myli
rece przed wzieciem malego na rece. Nie ma calowania w usta, nie wazne ze to
babcia czy dziadek, ludzie nosza w sobie bakterie opryszczki, itp. itd. Przed
wizyta zciagnij sobie pokarm, albo umow sie na miedzy karmieniami, wizyta nie
powinna trwac dluzej niz 2 godziny (jest to meczace i dla mamy i dla dziecka
ktore nie przyspiaiaj calcyh nocy), i zaraz po wyjsciu gosci mozesz znowu
karmic dziecko. Ja tez nie karmilam nigdy swoich dzieci w obecnosci goscim
wizyt, poublicznie, zawsze odciaglam pokarm i karmilam z butelki, albo
wychodzilam do drugiego pokoju. Jezeli nie masz dokad wyjsc, to goscie musza
sie z tym liczyc. Przeciez Ty jestes u siebie w domu, wiec nie wyjdziesz,
logiczne. Nie boj sie, ze dla dziecka taka dwu godzinna wizyta to za duzo.
Dziecko musi sie przyzwyczaic, ze w ciagu dnia jest gwar, ze gra TV lub radio,
ludzie romawiaja, i musi sie nauczyc przy tym spac. Tym bardziej ze macie tylko
jeden pokoj, tak bedzie Tobie i dziecku latwiej. Jak go od malego nie nauczysz,
to potem jak Ci ktos zapuka przypadkowo do drzwi to sie odrazu obudzi z placzem
a Ty kompletnie nic w tym czasie nie bedziesz mogla zrobic.
I pamietaj, to Ty ustalasz kiedy moga przyjsc i odwiedzic was goscie, i na jak
dlugo. Nie wstydz sie powiedziec, ze jestescie zmeczeni i po przykladowo dwoch
godzinach musiasz nakarmic dziecko i polozyc sie z nim. Ciebie czeka w nocy
kilka razy karmienie, gosi nie.
Pozdrawiam serdecznie,




Temat: Kwiecien 2004 ,cd. 1 :)
Winia - te kropki na brodzie wcale nie muszą być od mleka sztucznego - moja też
takie ma, ale ja podejrzewam, ze to od śliny, której produkuje hektolitry, a do
tego najlepszą dla niej obecnie zabawą jest prychanie z pluciem, pewnie wiecie,
co mam na myśli.
Ja od wczoraj też jestem niestety zakatarzona - jedyne co zażywam to
oscillococillum (czy coś koło tego) i chyba się stan nie pogarsza, ale nie chce
się rozłożyć, bo to i dzidzia i praca.
Dziś mamy 3 rocznicę ślubu, ufff, długo już... Może podpowiecie coś na prezent
(albo niekoniecznie prezent), acha romantyczna kolacja nie wchodzi w grę, bo
musiałaby się odbyć około 23. Tak, tak, pracujemy przy małej na zmiany - mąż do
14, ja od 14, więc biedaczek wraca siłą rzeczy bardzo późno...
Moja mała też chce wstawać - tyle, że ona już sama się podnośi, a słyszałam, że
o ile dziecko robi coś samo, to krzywdy sobie nie zrobi (to jest też opinia
pediatry).
Wczoraj Ewa zjadla kawałek okładki książki telefonicznej, hmmmmm, mam nadzieję,
że nic jej nie będzie - jestem gapa i nie upilnowałam, a może nawet jakbym gapą
nie była nic by to nie dałe, bo moja mała porusza się z prędkością błyskawicy i
naprawdę upilnować ją to nie lada zadanie.
A teraz coś mniej miłego. Mam kuzynkę, która urodziła 3 miesiące po mnie - w
tym samym szpitalu, mały cały czas jest niespokojny , płacze itd. na poczatku
były to kolki, potem kolki mineły, a płacz pozostał - za sugestią lekarza
zrobili mu badanie moczu, potem posiew - okazał się, że mały ma bakterię w
moczu i to jakąś taką francę, która nie leczona prowadzi do sepsy!!!!! Ło
ludzie straszne to jest tym bardziej, że czasami ta cholera nie daje żadnych
oznak swojej bytności! Położna środowiskowa na szczepieniu zasugerowała mi, że
to pewnie ze szpitala przywleczone...No więc teraz my w kolejce, wczoraj
oddałam siusiu małej na badanie. Teraz czekam i mam nadzieję, że nas ominie ta
świńska cholera. Acha mały kuzynki dostaje zstrzyki 2 x dziennie do tego
furagin i inne specyfiki - już widać popra, jeśli chodzi o zachowanie.
No dobra znikam, pozdrawiam
Godiva



Temat: Opieka zdrowotna...jak to u Was wyglada?
krolewna.sniezka napisała:

> U mnie w pracy zmieniaja “plan zdrowia” czyli ubezpieczenie lekarsk
> ie, bo
> niestety opieka medyczna w USA idzie tak do gory, ze przedsiebiorstwa pracy
> nie moga nadgonic nad tymi wydatkami. Jak u Was wyglada ubezpieczenie
> medyczne/stomatologiczne? Czy zapewnia to pracodawca czy jest tzw. rzadowe?
> No I czy jestescie zadowolone z opieki medycznej / dentystycznej?

** U nas za wizyty lekarskie sie placi jak i medycyne.
** zbiera sie pieczatki w specyjalnej karcie za lekarza ma byc 900 SKR
** u specjalisty kosztuje 300 SKR,majac juz ta sume wbita w tak "karte" nie
**placi sie za wizyte lekarska do konca roku w zaleznoesci od pierwsze pieczatki

** za medycyne trzeba miec wykupione za 1800SKR,kazdy zakup sie procentualnie
** zmniejsza,taka sama zasada "roczna"

** za dentystyczne uslugi placi sie calosc nie wchcodza w gre zadne "karty"
** choc byla juz propozycja "kart".
>
> W/g mnie w USA ludzie za bardzo sie faszeruja antybiotykami, i niestety
> wiekszosc lekarzy ma sklonnosci do przepisywania lekarstw ,
** z antybiotykami ostatnie lata przyhamowali,poniewaz wiele bakteri stalo sie
odporne na antybiotyki.czekaja pare dni,jezeli objawy nie przejda "po rumianku"
biora bakterie na posiew i przypisuja dopiero antybiotyk.

bez zbytniej
> ewaluacji pacjenta, np. leki antydepresyjne powinien w/g mnie przepisywac
> psychiatra a nie internista, ale tak nie jest.

** antydepresyjne leki przypisuje u nas rowniez iternista,bo niektore choroby
sa powiazane z tymi lekami.
>
> Tak mi to przyszlo do glowy, bo wczoraj zostalam ugryziona po raz drugi w
> przeciagu 6 miesiecy przez kleszcza, moj lekarz ostatnio dal mi dawke
> antybiotykow jak dla konia, boje sie ze znowu mnie to czeka. A to wszystko
> odbylo sie…przez telefon!!

** tez mialam "to szczescie" byc "ukleszczona",a zanim to sie stalo to sie
jeden nawet zakapslal i musieli poslouzyc sie skalpelem,dostalam rowniez
antybiotyk wlasnie,ktory jest przeznaczony od ukaszen,ale najpierw zrobili mi
proby bo jestem uczulona na peniciline.Po tym dostalam jakas i tak wysypke i
gnalam znowu do "konowala",ale sie mieli zema wtedy usch!!!! ((((




Temat: Dorosłe dziecko melduje się :)
Witajcie!Wasze posty zainspirowały mnie do napisania o swoim przypadku.Mam 37
lat,gdy miałam 3 miesiące wykryto u mnie wade-zwęźenie aorty,bylam pod stałą
opieką kardiologów w IP(Prokocim- Kraków).Rozwijałam się normalnie a lekarka do
kórej chodziłam z moją mamą mówiła że narazie żadna operacja nie wchodzi w gre!
Niemogłam ćwiczyć,pływać,biegać bo się szybko męczyłam i kilka razy zemdlałam.W
wieku 14 lat zachorowałam -złapałam gronkowca złocistego który umiejscowił się w
sercu pod zastawka aortalną i on dopiero narobił bałaganu w moim sercu!W 1982
roku w trakcie leczenia stwierdzono jeszcze niedomykalność zastawki
aortalnej,miałam być operowana przez Amerykanów którzy przyjechali wtedy do
szpitala-ale oni nie podjeli się operacji bo bali się powikłań(chodzi o
gronkowca).Do tego wszystkiego doszło jeszcze zapalenie wsierdzia,osierdzia i
mięśnia sercowego.1983 miałam polecieć do USA na operacje(po wyleczeniu moich
dolegliwości związanych z bakterią) ale moi rodzice nie zgodzili się bo
dowiedzieli się o istnieniu prof.Dziadkowiaka w Krakowie.Tam zostałam z
operowana ,w trakcie operacji stwierdzono oprócz tych 2 wad jeszcze 4
inne(między innymi tętniaka)operacja trwała 12 godzin.Wydawało się że już
wszystko dobrze będzie ale długo się tym nie nacieszyłam,znowu dostałam
zapalenie wsierdzia i znowu na stół operacyjny bo mi sie popsuła zastawka.w
czasie drugiej operacji wszczepiono mi zastawkę sztuczną (dostałam jakąś super
nowosć-byłam 2 osobą w Polsce z tą zastawką).Ale cóż znowu zapalenie mnie
dopadło i 6 tygodni po drugiej operacji wylądowałam na stole operacyjnym ale
tylko po to żebym się już tak nie męczyła bo lekarze nie dawali żadnych szans na
przeżycie!A ja im pokazałam że i tak będe żyć i po operacji gdzie mi wstawiono
zastawkę homogenną pozbierałam się szybko.Po moich przejsciach sercowych
urodziłam 6 dzieci siłami natury i moje serce nadal ma się dobrze,choć niedawno
żałowałam że jednak żyję bo tragicznie zmarł mój 10 letni synek a to nie tak
miało być!!!
Chciałam jeszcze powiedzieć że najstarszy syn obecnie 18 latek też miał wade
serca(VSD),był operowany 17lat temu.Dopiero przy 6tym dziecku genetyk mi
powiedział że moje dzieci mają 10% że będą miały wrodzoną wade serca ale na całe
szczęście reszta jest zdrowa!
Pozdrawiam serdecznie Was i Wasze pociechy!




Temat: dzieci z września 2004
Dzień dobry!
Adomi, to niedobrze z ta głupia bakterią daj znać co lekarz powie ok? Mój
Mat dostał zinnat co 12 godzin 2,5 ml. I musze mu podawać strzykawką bo inaczej
mu nie wchodzi. Trzymam kciuki żeby u Was można było tego uniknąc.
Silvana, dzięki za dobre słowa - tez tak próbuje to sobie tłumaczyć i nie
martwić się za bardzo - no i nie dopuszczam myśli że mielibyśmy Świeta w
szpitalu spędzić! Musi byc dobrze.

MAt znowu dziś się nie popisał ze spaniem,. ech budził sie co chwilę i kręcił
tek że jak otwierałam momentalnie oczy i nie mogłam potem spać A o 7
budziłam KAroclie do szkołuy więc i mój mały młodzieniec tez skorzystał z
okazji i postanowił juz nie spac :0 Pobawiliśmy się trochęi zasnął własnie po
cucusiu. Pogoda dziś u nas taka sobie, jakoś ciemno wygląda za oknem - jak taki
cały dzień ma być to ja będę zasypiac na stojąco hihi.

Z prezentami jestem zupełnie do tyłu - dopiero dziś mam zamiar zacząć się
rozglądać i coś kupować. Nie wiem tylko najbardziej co mężusiowi kupić bo to
wymagający chłopeczek a ja kasy za dużo nie mam w tym roku no i mam kłopot,
bo nie chciałąbym byle czego kupować a na pytanie co by chciał to jest
odpowiedx "nie wiem?" wrrrr!!! Dla MAteuszka będzie mata z zoo, KArola
dostanie jakies gadżety z Diddlem i gry komputerowe, dla teściowej chyba jakiś
obrusik a dla teścia książka albo coś równie wytwornego hihi. Mój tata był
najlepszy - zażyczył sobie bombkę w kształcie kota! .... i musze sie wysilic i
znaleźć... podejrzewam że to będzie najtrudniejsze cóż, zobaczymy -
wypuszczę się dziś na zakupy i może cos znajdę. Dla siebie mam zamiar nabyć
pomarańczowy szalik, który wpadł mi w oko już miesiąc temu - mam andzieję że
jeszcze będzie

Aha! i wczoraj zapomniałam poskładać życzenia Świąteczne wyjeżdżającym
dziewczynom, więc nadrabiam dziś (choc pewnie już ich nie ma buu)i ślę
najlepsze życzenia spokojnych, radosnych i przyjemnych Świąt bez żadnych chorób
i z pysznym jedzonkiem )




Temat: Koniec taniej ropy
"Norweski biolog Egil Sunde uznał, że skoro mikroby tak dobrze wykonują swoją
pracę na powierzchni planety, warto sprawdzić, czy mogą nam się one przydać pod
ziemią. W swoim laboratorium prowadzi hodowlę bakterii, które robią dwie rzeczy
na raz - pożerają ropę i rozbijają ją na mniejsze cząstki. Dzięki temu nie
przywiera ona tak mocno do skalnych okruchów i stawia mniejszy opór podczas
wydobywania.

Sunde nie chce jednak zdradzić, jak się nazywają jego mali ropożercy. Zasłania
się tajemnicą służbową. Usta zamknęła mu umowa z koncernem Statoil, który
finansuje badania. Od 2001 r. firma sprawdza na Morzu Północnym, czy mikroby
rzeczywiście robią to, czego się od nich oczekuje. Są wpompowywane wraz z tlenem
i związkami odżywczymi do złoża Norne. Wyników tego eksperymentu wciąż nie
znamy, bo jak twierdzą przedstawiciele koncernu, jest na to zbyt wcześnie.
Należy się jednak spodziewać, że zostaną ujawnione dopiero wtedy, gdy metoda
będzie już chroniona patentem.

- Wszystkie duże koncerny naftowe i współpracujące z nimi placówki naukowe
prowadzą po cichu takie badania. Nie chwalą się tym, bo gra idzie o wielką
stawkę. W odpowiednim momencie, kiedy skończy się już tania ropa, wyciągną asa z
rękawa - mówi brytyjski ekspert David Hughes. Ta chwila jego zdaniem zbliża się
nieubłaganie. Czasy, gdy baryłka kosztowała parę dolarów i ropą szastało się na
prawo i lewo, już nie wrócą. - Teraz liczyć się będzie każda kropla - przewiduje
Hughes"

Nie wiem skąd takie informacje, ale zaawansowane badania nad zastosowaniem
mikroorganizmów w celu zwiększenia wydobycia ropy naftowej sa prowadzone od
przeszło 30 lat, co więcej pierwsze wdrożenia na skalę przemysłową miało miejsce
w .... Polsce (nieżyjący już prof. Jerzy Karaskiewicz z dawnego Instytutu
Górnictwa Naftowego i Gazownictwa)

Obecnie istnieją wyspecjalizowane firmy, które zajmują się komercyjnie zabiegami
mikrobiologicznej intensyfikacji wydobycia ropy naftowej(po angielsku MEOR albo
MIOR - "Microbial Enhanced (Improved)Oil Recovery). Wygląda na to, że albo
Norwegowie są za Murzynami, albo autor artykułu nie miał dostępu do odpowiednich
materiałów (chętnie udostępnię, proszę o kontakt na skrzynkę gazetową) Przy
okazji - Nature podaje to jako nowość? - tracę w takim razie zaufanie do tego
czasopisma.

pozdrawiam




Temat: Kolejne forumowiczów pytanie do lw i nie tylko!
domyślam sie,że wynik morfologii krwi jest na wydruku a nie pisany
ręcznie-odnośnie H przy wyniku GRA-to granulocyty-jeden z rodzajów białych
krwinek-leukocytów a H oznacza High czyli powyżej normy-granulocyty biorą udział
w odporności przeciwbakteryjnej przede wszystkim,tak więc najbardziej
prawdopodone,to że albo po uszkodzeniu kośćmi albo po zjedzeniu czegoś jeszcze
na dworze doszło do zakażenia bakteryjnego jelit
ALT(AlAt-aminotransferaza alaninowa-to jeden z enzymów wątrobowych głównie-jego
podwyzszenie występuje więc głównie w uszkodzeniach wątroby,ale niektóre normy
uznają wartość do 9-70 U.I za prawidłowe,jeśli AST jest dokładnie w normie-bo
oba te enzymy zwykle zmieniają się,to może taki na granicy górnej wartości wynik
tylko ALT świadczyć o minimalnym uszkodzeniu wątroby,które już minęło-bo ALT
utrzymuje się jeszcze ok.15 dni od uszkodzenia a AST jest rozkładany w ciągu
kilkudziesięciu godzin)
odnośnie trzustki-to ona jest regulowana inaczej niż wątroba(wątroba pracuje
cały czas a trzustka reaguje na przyjęcie pokarmu-dlatego wątroba u większości
gatunków ma woreczek-zbiornik na żółć)i nie ma zdolności do regenerowania się-i
podobnie jak insulinę podaje się gdy jej brakuje to i enzymy trawienne
trzustki,ale wynik jest w normie,jedna rzecz o której należy pamiętać-to że
enzymów trawiennych trzustki(a zawiera je właśnie m.in.Kreon-to są już
biosyntetyczne enzymy-lipaza,amylaza i proteazy,kiedyś podawano po prostu
sproszkowaną trzustkę świń)nie powinno sie dawać jak zwierzak nie je-bo one mają
trawić pokarm a nie ścianę jelit-dlatego podaje się je z jedzeniem-uprzednio
wymieszanym w naczyniu z tymi enzymami i zostawionym na przetrawienie w
temperaturze ok.35-37 stopni C,w trakcie lub po jedzeniu,w tym przypadku
podawanie enzymów trzustkowych może być pomocne o tyle,że uszkodzone jelito
gorzej wchłania więc większa ilość enzymów z trzustki spowoduje dokładniejsze
strawienie pokarmu,ma to podobny efekt jak podawanie właśnie łatwostrawnych
specjalnie przetwarzanych karm gotowych-na problemy z jelitami,to chyba tyle
wyjaśnień-po ilości granulocytów sugerujących infekcje bakteryjną ważne jak i
delikatna dieta,jest podawanie antybiotyku jeszcze 2-3 dni od zniknięcia objawów
jelitowych(wymiotów,rozluźnionego kału),sylimarol można podawać i ze względu na
wątrobę ("odchody"bakterii wydalane przez nie całą powierzchnią komórki są
toksynami i tym bardziej,że z jelit to wchłonięte przechodzą przez wątrobę)i dla
poprawienia apetytu



Temat: o kotach i psach dla wszystkich
psie rymowanki na melancholie jesienną
Przy okazji psów i trochę do wątku o zapomnianych książkach dla dzieci.
Miałam w dzieciństwie ulubioną książkę z wierszykami. Książka była żółta i
ilustrowana czarno-białymi zdjęciami psów (głównie bokserów). Pamiętam, że
została zakupiona na kiermaszu książek, który w tamtych czasach odbywał się w
każdą majową niedzielę. Nosiła tytuł "Cztery łapy" i opowiadała tylko i
wyłącznie o psach. Napisał ją Ludwik Jerzy Kern, wówczas poeta- satyryk znany
głównie z wiersza - drukowanego co tydzień na tylnej okładce Przekroju.
Pamiętam, że moi rodzice zaczynali lekturę właśnie od tej strony. Oprócz
wiersza Kerna był tam Filutek, króciutkie przypowiastki o Falczaku (?) i
ulubiony przeze mnie humor zeszytów szkolnych.
Książeczki "Cztery łapy" dawno nie mam. W połowie lat 80 podarowałam ją
młodocianej wielbicielce psów, która teraz też już jest dawno dorosła. Czasami
jednak przypominam sobie fragmenty tych wierszy np. "A kiedy pies naprawdę się
zakocha obojętnieje mu firanka i pończocha."
Dzisiaj przy okazji rozmowy wirtualnej z Marysią o wyższości psów nad kotami, a
może odwrotnie, przypomniałam sobie ulubiony wierszyk mojego ojca - psiarza i
agnostyka - i odszukałam go w ktorejś z książeczek, ktore zostały mi po nim w
spadku.

"Jeśli jest niebo psie,
skierujcie do niego mnie.
Znajdę tam jakieś drzewko z cieniem
i otoczony anielskim skomleniem
odpoczne sobie w śnie.

A psy przybiegna i
gębę poliżą mi.
Niech liżą, bo jak duch mój mniema,
bakterii chyba w niebie nie ma...
Czyż duch mój w błędzie byłby-li?
Nieważne. Harfa gra
suitę z Wolnego psa.
Nagle z drugiego krańca nieba
w dzikich podskokach do mnie zbiega
niedawno zmarła Farsa ma.
Nie może złapać tchu.

"No, jak ci - mówię - tu?"
"Nieźle - powiada - lecz mi sie nudzi,
bo tu zupełnie nie ma ludzi,
a z samych psów cóż psu?..."

Więc jeśli niebo psie
gdzieś jest, czy ja wiem gdzie..
Gdzieś, gdzie prócz psów nie spotkasz się z nikim,
to ja odnośne proszę czyniki:
skierujcie do niego mnie."




Temat: Ginekolog (spec leczenia niepłodności) na Śląsku
A ja odradzam prof. Skałbę (no chyba, że przyjmując prywatnie ma zupełnie inne
podejście do pacjentek). Wyjaśnię dlaczego. To jedna ekipa z dr Skrzypulec
(klinika endokrynologii ginekologicznej w Ligocie). Miałam wątpliwą przyjemność
leczyć się na tym oddziale.
Po pierwsze oni - tak, jak pisała Bierna - zajmują się głównie problemami
endokrynologicznymi, a nie stricte niepłodnością.
A zaufanie do tego lekarza straciłam, kiedy postawił mi diagnozę PCO - na
podstawie 5 - sekundowego obejrzenia mojego zdjęcia USG! (nie patrzył w ogóle
na wyniki hormonów, które były OK). W wyniku tego - przez pół roku naiwnie
brałam Diane (którą nota bene pan profesor reklamował na stronie internetowej
firmy Shering), naiwnie - bo sądząc, że mi pomoże. Pół roku jak nic wypadło z
leczenia, nic nie posunęło się do przodu, bo i nie mogło - okazało się, że w
moim przypadku nie było żadnego PCO (pęcherzyki rosły same i pękały, choć w
obrazie USG jajniki były nieco powiększone), była w sumie "banalna"
przypadłodłość - niedomoga lutealna, ale progesteronem ani profesor, ani p.
docent się nie zainteresowali - wyleczyłam to u zupełnie innego lekarza, u
którego jeszcze okazało się, że miałam bakterie, o leczeniu których u tych
lekarzy nie było nawet mowy (o leczeniu partnera już nie wspominam...)
Z zebranych tu opinii wynika, że na Śląsku nie ma w sumie nikogo w pełni
kompetentnego do leczenia niepłodności, więc chyba nie ma sobie co zawracać
głowy, tylko od razu uderzyć gdzie indziej. W sumie dziwne - taki duży region i
taka "kaszana".
O Novomedice słyszałam również niepochlebne opinie, ale z drugiej strony sama
znam osobę, która u nich zaszła w ciążę (sprawa dość skomplikowana, bo ciąża
jest prowadzona dwutorowo - jednocześnie przez prof. Malinowskiego z Łodzi,
gdyż w grę wchodzą sprawy immunologiczne).
Może ktoś w takim razie doradzi - gzie leczyć się poza Śląskiem, ale tak, żeby
to było jak najmniej uciążliwe ze względu na odległość.




Temat: Pół roku po zabiegu i mam stany podgoraczkowe
dzis juz wiem skad te szumy w glowie otoz wywoluje je grzybia
candida albicons ktora mam stwierdzona narazie na jezyku i
przewodzie pokarmowym.dalej wykonam sobie test PCR we krwi.
oczywiscie w gre wchodzi ogolne zakazenie organizmu. a to za
przyczyna choroby mojej mamy z jej mlodosci 1957 roku miala gruzlice
pluc i z tego powodu wycieli jej kawalek pluca a jak sie
dowiedzialem ze moj ojciec mial tez gruzlice to juz wnioski plynely
same oslabiony organizm z dziecinstwa czesta antybiotykoterapia
migdalek i oskrzeli zlozylo sie na to ze grzyby zaczely we mnie
dominowac. i znalazlem w necie wszystkie objawy pasujace do mnie co
do joty. gruczol powiekszony, przewlekle bole pleckow, rozwolnienie,
parodontoza, uciazliwe zapalenia spojowek brak bylo konkretnych
bakterii a oczy mialem czerwone, podwyzszone enzymy watrobowe jak
trojglicerydy 300 gdy norma 150. a to za sprawa grzybow ktore to
rozkladaja cukry na alkochol( fermentacja owocow w kierunku wina)
nie pije a mam podwyzszone trojglicerydy jak pijak no i szumy w
uszach w badaniu abr i ct mozgowia z kontrastem brak guzow ale w
badaniu tintinus wyszlo uszkodzenie slimaka. z powodu grzybow oprocz
tego po myciu swedzila mnie skora tak gdzies do ok 1.na skorze tez
mialem jakies swedzace wypryski i skora byla luszczyco podobna ale
dermatolog stwierdzil ze to bylo lojotokowe zapalenie skory i to byl
kolejny blad kolejnego lekarza w diagnozie mojej choroby i
zmarnowalem przez nich 3 lata w dociekaniu mojej choroby.przeszedlem
depresje co tez jest przyczyna w tej chorobie.jeszcze tylko by na
nieszczescie brakowalo bym mial zapalenie opon mozgowo-rdzeniowych.
robilem badania na hiv i wynik negatywny na szczescie ale o to bylem
spokojny bo rozmaz krwii byl ok no ob 8 ale tez norma a crp 1,5 w
grudniu. jeszcze ide do immunologa by wykonac sobie badania
odpornosciowe. musze sie pochwalic ze sam do tego doszedlem a
lekarze mi wmawiali ze i zbijali mnie z tropu.mialem robione 7 razy
usg jamy brzusznej 2x ct jamy brzusznej i na szczescie zadnych guzow
taka to nasza sluzba zdrowia lecza wedlug schematow i chca byc
nieomylni jak sobie sam nie pomozesz to nikt ci nie pomoze wiecej.
to na tyle. powodzenia dla wszystkich pecherzykowcow dalej
diagnozuje swoje problemy ale juz wychodze na prosta powoli.



Temat: koreczek7 wracaj na froum.
Morderstwa złe i dobre?
> Śmierć mózgowa jest kryterium ostatecznym.

Dyskusyjnym oraz niejednoznacznym.
W Polsce w rozporządzeniu z 1984 roku nie zezwolono na zastosowanie kryterium
śmierci mózgowej u dzieci do 10 lat, w 1994 roku przesunięto tę granicę do 12
lat, a w roku 1996 obniżono ją, dając możliwość stwierdzania śmierci mózgowej u
noworodków od 7. dnia życia.

Czy nie widzisz bezsensu kryteriów prawnych?
Czy ktoś żyje czy nie ma zaświadczać biologia, a nie prawnicy i urzędnicy, raz
po raz zmieniający zdanie.

Ale mniejsza o śmierć, zajmijmy się życiem - jeżeli według ciebie zarodek nie
jest człowiekiem, to czym jest? Żabą? Jaskółką? Sosną? Bakterią?
Nie ulega wątpliwosci, że żyje, nie ulega wątpliwości, że ten żyjący organizm
należy do gatunku Homo sapiens. Już Pasteur zaprzeczył idei samorództwa - z
bakterii powstaje bakteria, z glisty powstaje glista, z człowieka człowiek, bez
żadnej nicości pomiędzy nimi.
Przekazywane życie jest ciągłością, człowiek nie jest w tym żadnym wyjątkiem i
nie będzie wyjątkiem aż do czasu, gdy inżynieria molekularna pozwoli stwarzać
istoty żywe z martwych związków chemicznych - ale to prędko nie nastąpi - a
może nigdy.

> nie wiem tylko, czy gorsi są
> ci pierwsi, którzy twierdzą, że płód nie jest człowiekiem, czy drudzy, którzy
> uważają, że ciężarna kobieta nie jest człowiekiem.

Wybacz, ale chyba przegięłaś w manipulacji. Nie znam nikogo poza psychopatami,
kto by odmawiał człowieczeństwa wszystkim ciężarnym kobietom. Znam tylko takich
co odmawiali człowieczeństwa, ale nie z powodu bycia kobietą czy ciąży, ale z
powodu np. rasy ciężarnej kobiety. Np. ci, którzy dokonywali doświadczeń na
ciężarnych Żydówkach w Ravensbruck.

> Skoro mówimy o zabójstwie, jest to przestępstwo zagrożone określoną karą.

Acha - czyli zabicie Żyda w III Rzeszy przez esesmana nie było zabójstwem? Bo
nie było karane?

> Z tym, że ja nie karałabym lekarza, którzy bezpłatnie usuwa ciążę kobiecie

Czyli i Żyda można było zabić z powodów głębokiego przekonania w słuszność
ideologii narodowo socjalistycznej, dobrze zrozumiałem?

> Dla mnie zbrodniarzem zasługującym na surową karę jest lekarz,
> który odmawia aborcji, powołując się na "sumienie", po czym podaje kobiecie
> kartkę z numerem telefonu prywatnego gabinetu. I bardzo mi przykro, że nowa
> ustawa antyaborcyjna wygenerowała całe zastępy takich bezwzględnych, nie
> zasługujących na miano lekarza i człowieka morderców.

Wybacz, ale coś mi tu nie gra.
Pozbawienie życia płodu bez zapłaty jest dobre, ale pozbawienie życia płodu za
wynagrodzeniem jest już złym morderstwem?
Czyli jak mój kolega zabije moją teściową kierowany sympatią dla mnie - to
fajnie, złem ukatrupienie teściowej staje się dopiero wtedy, gdy za uduszenie
jej kolega zażąda ode mnie kasy?

> PS. Ciekawe swoją drogą, dlaczego dogmatycznymi obrońcami "życia poczętego"
> są niemal wyłącznie mężczyźni?

Nie wiem, sam dogmatycznym "obrońcą życia poczętego" nie jestem - ale pewnie z
tego samego powodu, z jakiego większość najwybitniejszych naukowców i
wynalazców to są mężczyźni;)




Temat: Wasza Maria Wiernikowska....
Skrótowe sprawozdanie Falconetty :)
A teraz może z mojej strony...

Wtorek, godz. 12.00. Odprawa. Nazganiali nas zewsząd, z granicy też. Drepczemy
po sali gimnastycznej, pozdrawiając znajomych, których dawno nie widziało się,
wymieniamy uwagi i kretyńskie dowcipy.
godz. 13.00. Coś się ruszyło. Naczelniczka, odpowiedzialna za "imprezę",
wetknęła do sali łeb i wytknęła go z powrotem. I dalej nic.
godz. 13.30. Przyszli oficjele i odczytali nam to samo, co mogliśmy sami
odczytać z papierów, które otrzymaliśmy faksami. Jedni plują, bo mają dyżuty
nocne, inni się cieszą, bo mają dzienne. Natychmiast co bardziej domyślni
zaczęli wymieniać się "nockami" i "dniami" - jak komu wygodnie. Naczelniczka
kreśli nazwiska na planie. Po pół godzinie plan przypomina dobrze zamazany
abstrakcyjny obraz. Ciekawa jestem, jak ktoś z niego doczyta się, kto chce
zastąpić kogo. Wracam do swojej pracy.

Środa, godz. 11.00
Siedzimy i nic się nie dzieje. Dziewczyny poszły się opalać na trawniczku,
chłopcy organizują karty. Idę grać w pokera.
godz. 20.00.
Nic się nie działo. Grałam w pokera kartami z podobiznami poszukiwanych
irakijskich przestępców. Pani "Bakteria" non stop mi wchodziła w paradę.
Niechybnie mi się przyśni - nie wiem, kto jest bardziej czepialski - karta, czy
może ta osobniczka. Ale niepotrzebnie narzekam - wygrana jestem ogólnie. Nie
zgłupieliśmy bowiem na tyle, by grać na punkty...

Czwartek. 08.00.
Siedzimy i nic. Zastanawiamy się, czy organizacyjnie - gdy zwiozą
antyglobalistów, przeżyjemy ten cały rejwach. Robimy zakłady, kto z kim z
przełożonych w trakcie czynności służbowych się pokłóci. Stawiam kabałę z
której wychodzi, że nic nie będzie. Wracamy do gry w pokera, nastawiając
TVN24. ...
godz. 13.00
Gramy w pokera. Oglądamy niemrawą demonstrację.
godz. 13.30
Nareszcie coś się dzieje. Wszystko, co żyje, zleciało się, by zobaczyć, co.
Przyjechali uśmiechnięci policjanci, a z nimi zatrzymany w
metrze pijaniutki Ukrainiec bez paszportu. Zadzwoniła bowiem do nich
niebotycznie zdenerwowana
babcia klozetowa ze stacji metra "Wilanowska" i oskarżyła nieboraka o zamach
terrorystyczny, dokonywany metodą siusiania - fakt - w WC, ale nie tam, gdzie
trzeba. Nie posiadał 50 gr. potrzebnych do skorzystania z kabinki, a babcia nie
chciała mu wydać reszty z 50 USD banknotu. Biedak wczoraj popił sobie ostro z
kolegami po fachu nielegalno-naprawczo-budowlanym i gdzieś się zawieruszył, w
końcu lądując na stacji bez portfela i paszportu. Wojewoda podjął wcale nie
śmieszną decyzję o deportacji nieboraka, a wożenia się z pijanym "terrorystą"
było co nie miara. Dodatkowo, Ukrainiec przyjechał na zaproszenie jakiegoś
Pana - 1930 rocznik urodzenia, któremu narobił tym samym kłopotów, bowiem
Dziadziuś mógłby być pociągnięty do odpowiedzialności za wybryki swojego
gościa. Odstąpiono w Sądzie szczęśliwie od karania Dziadziusia ze względów
humanitarnych grzywną. Przynajmniej coś się działo.
godz. 20.00
Wracam do domu wielce zniesmaczona, ale z drugiej strony - zadowolona. Swoją
drogą - jaki kraj, tacy terroryści. Nawet antyglobalistom zrobiło się nas
szkoda i nic nam nie rozwalili - dobzi i poczciwi ludzie.

Piątek. godz. 08.00
Siedzimy i nic. Mam dość pokera, ale nie mam nic do roboty.
godz. 15.00
Dalej nic. Idę się zdrzemnąć.
godz. 20.00
Jadę do domu wyspana za wszelkie czasy.

Sobota. 08.00
???? Poker? Auuu.

Pozdrawiam,
Falconetta




Temat: Termin na 25 maja - ciąg dalszy naszych historii !
Monika dzięki za gratulacje! Przyłączam sie do twoich (chyba bardziej
skrupulatnie nie wymieniłabym wszystkich osiągnięć maluszków) gratulacji dla
maluchów.

Co do jedzenia to uwierz mi,że Zosia zjada całkiem ładnie.W porównaniu z Marta
to wręcz żarłok z niej .Ostatnio byłam u brata mojego męża i jak widziałam
ile zjada ich synek (dwa miesiące młodszy od Marty) to mało oczy mi na wierzch
nie wyszły.W ciagu trzech godzin wypił dwie butle soku, zjadł pół słoika zupki,
jebno wielkie ciacho biszkoptowe i trzy pepitki :-0.No cóż ale postanowiłam się
juz nie przejmować.Jestesmy po badaniach i mała ma wyniki w normie.Gastrolog
nic nie znalazł oprócz małej bakterii w kale-leczymy lakcidofilem.Powtórzyłyśmy
tez posiew moczu bo wyszły bakterie i sprawdzamyczy było prawidłowo
pobrane.Lekarz poradził,że w przypadku posiewu najlepiej zbierac mocz do
pojemniczka jak u dorosłych :-0.Całe to zbieranie skończyło sie na zesikanym
lóżku.Po pół godzinie gonienia jej z pojemniczkiem na chwilę odpczełam i akurat
wtedy moje dziecko zrobiło co miało .W końcu zebrałam do woreczka- musze się
pochwalić,że mam juz w tym wprawę.No nic czekam na wynik.
Co do jedzenia to odpuściłam, wiec kaszek nie jemy wcale, czasem bananka,
danonka.Daje jej po prostu to co chce jesc, bez zmuszania.Tak wiec Marta jadła
juz troche krupniku, zupki pomidorowej, rosołku z lana kluseczką no i parówki
(po pół na kolacje i sniadanko).Widzę,że juz sie jej to nudzi wiec musze
wymyślic coś nowego. I tu prośba do was ,macie moze jakies przepisy ale na
takie bardziej dorosłe jedzonko-bo papki nie wchodzą w grę, może jakiś adresik
internetowy- będe wdzięczna.

Co do osiągnięć to my nadal pełzamy-choć widziałam juz raczkowanie w wykonaniu
Marty ale ta jednak woli pełzać.Za to uwielbia wspinać sie wszędzie i po
wszystkim, w chodzeniu za rączke czasami przoduje brzuchol ale uczymy sie
coraz ładniej chodzić.

Tak z innego tematu to wczoraj moja kumpela urodziła synka.Tak mi się jakoś
wzieło na wspominki.Pamietam jak Marta się urodziła-jakby to było wczoraj a tu
już za trzy tygodnie bedzie roczek.......

A i jeszcze jedno, mała kompletnie oduczyła sie wołać mama, ale w zamian za to
zrobiła tacie niespodzianke.Kiedy przyszedł do niej wieczorem- bo szalała w
łóżku zamiast spać, ta podniosła głowę, strzeliła wielki usmiech do niego i
głosno i wyraznie powiedziała TATA!!! Nie muszę mówic,że mało nie pękł z dumy :-
)

Też zaglądam tu czesto ale pisze tylko jak mam więcej czasu.Zastanawiam się
gdzie nam Jola zgineła!
Pozdrawiam wszystkie maleństwa i ich mamusie.

ps.Monika a Zoficzkiem sie nie martw na pewno szybko nadgoni zaległości i ani
sie obejrzysz zacznie chodzić ))

Martulinek



Temat: Borelioza na 75%
Nowe zestawy na jesień dla syna...
Ze względu na w sumie zbyt młody wiek mojego syna, nie było
kontynuacji tetracykliny. Na 6 tygodni otrzymał: duomox, klabax i
kontynuacja rifampicyny. Po klabaxie w czerwcu nasze wyniki
poszybowały wysoko w górę, więc tym razem po 2 tygodniach zrobiłam
znowu kontrolne badania:
ALT 21
AST 24

Przez pierwsze ponad 3 tygodnie w zasadzie nie dzieje się nic
nowego- tylko to okresowo szalejące serce,jakieś punktowe,
niewielkie bóle głównie kości... No i co robić z tym fantem?
Przecież to już mija 9 miesięcy na abaxach... Może sprawę rozjaśni
PCR rt w Poznaniu? No i rozjasnił- wyszedł pozytywny...

Ten pozytywny wynik PCRa dedykuję tym lekarzom, którzy twierdzą, że
po 2-4 tygodniach na abaxach w organizmie nie ma prawa być już
żadnej bakterii... To jakim prawem po 9 miesiącach bakterie są nadal
we krwi u mojego syna?? Że to wynik fałszywie pozytywny?? NIE!!

Jakieś 2 tygodnie później, przez dwa wieczory mój syn czuł się
znacznie osłabiony i musiał poleżeć chwilkę... Była to końcówka
czwartego tygodnia na aktualnym zestawie (z klarytromycyną w roli
głównej). To mu się nie zdarzyło nigdy przed chorobą, a i podczas
leczenia od wielu tygodni, a w zasadzie od sierpnia był PRAWIE
bezobjawowy...
No i stało się jasne, że o torcie kawowym na Boże Narodzenie to syn
może tylko pomarzyć
Po 4 tygodniach na nowym zestawie badania kontrolne w normie:
WBC 5,25
RBC 5.35
ALT 29
AST 28
Wszystko pozostałe też w normie.
I światełko w tunelu, chociaż nie do konca Niestety, gnębi mnie
to, czy u syna nie jest to sprawa wrodzona. Bo objawy u mnie podczas
ciązy,po porodzie i póxniej oraz wady popłodu moga na to wskazywać.
Kilka dni po tym napadzie osłabienia przybiegł ze szkoły z radością
i zakomunikował- tak sam z siebie- że na w-f podczas wykonywania
przysiadów, czuł się wspaniale i lekko mu sie ćwiczyło- jak nigdy
dotąd!! On zawsze powtarzał, że ma tę borelioze od dawna, bo nie
pamieta, jak to jest, kiedy ćwiczy sie i biega tak zupełnie lekko.
Tym razem stwierdził, że tak nie czuł sie jeszcze nigdy! To znaczyć
może, że jednak borelioze wrodzoną nalezy u niego podejrzewać. No i
że jednak leczenie daje efekty nawet własnie takie Niestety, w
kolejnych dniach na razie ta "lekkość" nie powróciła u niego

I w kwestii zakochania
Któregoś razu, kiedy próbowałam syna podpytać, jak się czuje, czy go
coś nie boli itp. to powiedział mi, że pytam go o głupoty, a on ma
poważny problem Tym problemem okazały się karteczki od zakochanej
w nim koleżanki, przesyłane mu podczas lekcji. Biedak- nie wiedział,
jak sobie z tym poradzić, w dodatku wszyscy w klasie o tym
wiedzieli Do tej pory to on bywał nieszczęśliwie zakochany po
uszy Chociaż od wielu miesięcy nie widział swojego obiektu
westchnień (wyjechała koleżanka z osiedla) i problem zniknął
śmiercią naturalną Ale do czasu Niedawno na zbiórce
harcerskiej poznał jakąś piękność i znowu się zakochał Tym razem
chyba wzajemnie Origami, które mu podarowała, postawił w swoim
pokoju i zabronił nawet dotykania No i zakupił sobie...
pamiętnik!!! Taki zapinany na kłódeczkę I coś tam codziennie
skrobie Ale obiecał, że i tak wszystko będzie mi mówił
Od razu nabrał nowych motywacji do nauki gry na gitarze

Piszę to dlatego, bo mam nadzieję, iż choroba nie odebrała mu
dzieciństwa i mimo tej ilości leków, jaką codziennie zażywa, mimo
różnych ograniczeń czy dodatkowych obowiązków (pilnowanie godzin na
leki), jest szczęśliwy i żyje tak, jak każdy chłopak w jego wieku.
Jestem dla niego pelna podziwu, bo sam pilnuje diety, nigdy nie
marudził nawet przy pobieraniu krwi (ma fatalne żyły), wszystko
cierpliwie znosi. Zasmucił mnie pozytywny PCR po tak wielu
miesiącach leczenia i nie wiedziałam, jak mu tę informację
przekazać. Powiedział mi tylko "Mamuś, nie martw się, ile będzie
trzeba, to się będę leczyć".
Ostatnio pisał list do Mikołaja (naprawdę!!! On w niego wierzy
nadal ) i zastanawiał się, o co poprosić. Zastanawiał się, czy
Mikołaj ma wpływ na leczenie...




Temat: Feminiści
Użyłem skrótu myślowego. Tak naprwdę rzecz idzie o to, czy - jak to ujmuje
genderyzm - najpierw jestśmy człowiekiem a później koleżanką lu koleżką, czy też
- jak sądzą antyfeminiści - jesteśmy koleżanką lub koleżką a więc jesteśmy
człowiekiem.
Innymi słowy: na ile rozróżnienie płci jest zależne od czynnika biologicznego, a
na ile od socjalizacyjnego, kulturowego.
Wedle feministek, jak zapewne wiesz, człowiek jest tworem bezpłciowym,
przypominającym amebę albo bakterię, na które to biologiczne rusztowanie
przekazywana w procesie socjalizacji kultura nakłada mundurek płci z określonymi
dla niej zachowaniami i rolami. Dodam jedynie, że kiedy widzę Kazię albo Kingę,
porównanie z bezpłciową amebą nie wydaje mi się być tak do końca pozbawione sensu.

Wedle przekonania antyfeminizmu, "kulturowy profil płci" (jeżeli już chcemy
pozostać przy tej konstrukcji) wynika z prostej linii z uwarunkowań
biologicznych, naturalnych, ponieważ kultura jest uświadomionym przedłużeniem
natury albo jak napisałem poprzednio - rodzajem języka, maskującego pierwotne
porywy emocji (a więc natury). Prawda owa szalenie rozwściecza feministki, tak
jak obruszył m. in. Jarugę ministrę fakt, że kobiety w gazetach wolą czytać o
minióweczkach i gotowaniu a nie o futbolu czy majsterkowaniu.

Oczywiście wedle feministek - powtarzam jeszcze raz - niechęć kobiet do futbolu
albo majsterkowania jest spowodowana podstępną działalnością wrogiego
patriarchalne wzorce płciowe heteromatrixu (uwielbiam tę nowomowę - przypomina
przemówienia Kim Ir Sena).
O tym, że tak nie jest świadczą fakty następujące.
Legendarny socjolog Roger Callois w jeden ze swoich prac wyróżnia następujące
rodzje zabaw tzw. "pierwotnych", czyli tych, w które bawią się nie tylko dzieci,
ale i niektóre wyżej stojące w drabinie zaawansowania zwierzęta.

Są to:
Agon - zabawa polegająca na współzawodnictwie, konkurowaniu, zmaganiach.
Mimicry - zabawa polegająca na odtwarzaniu jakiś ról (najczęściej dorosłych).
Alea - zabawa polegająca na rozstrzygnięciach losowych (np. rzut kością)
Ilinx - zabawa, której istotą jest wywołanie oszołomienia, polegającego na
destabilizacji narządów równowagi (np. jazda na karuzeli).

Jak się okazało, dzieci płci męskiej częściej bawią się w gry typu 'agon'(piłka
nożna, wojna), dziewczynki natomiast w gry typu 'mimicry' (zwłaszcza zabawa
lalkami, zabawa w "dom"). Podział preferencji wedle płci nie wynika tutaj z
matryc, narzuconych przez "opresyjną, patriarchalną cywilizację", ale
najzwyczajniej jest funkcją budowy biologicznej.
Chłopcy mają lepiej wyrobiony zmysł równowagi, orientacji przestrzennej, dlatego
też wybierają zabawy i zabawki dynamiczne, poruszające się w przestrzeni (stąd
też: samochody), dziewczynki natomiast mają większe zdolności empatyczne (stąd
też: lalki).
Niajciekawsze jest jednak to, że obserwacji poddano nie tylko dzieci rodzaju
ludzkiego. Podobny eksperyment przeprowadzono z udziałem malców-szympansów. Ich
wynik był dokładnie taki sam, jak w przypadku ludzkich dzieci.

Innymi słowy - wniosek można wysnuć następujący - kulturowy podział płci jest
naturalnym przedłużeniem i konsekwencją istniejących pomiędzy płciami różnic
natury biologicznej.

Pozdrawiam
Keep Rockin'




Temat: Powtorka z rozrywki - grypa - kto chce niech czyta
Powtorka z rozrywki - grypa - kto chce niech czyta
Grypa jest choroba wirusowa powodowana przez wirusa Myxovirus influenzae
istniejacego w 3: odmianach: A, B i C i podlegajacego czestym mutacjom.
Choroba ta ewoluuje w formie epidemii szybko szerzacych sie w populacji.Jest
to w swojej istocie choroba bardzo "zarazliwa", zazwyczaj dosc lagodna, lecz
u osob wrazliwych (niemowleta, starcy, osoby o niewydolnosci oddechowej) moze
sie okazac powazna i miec dramatyczne konsekwencje nawet zyciowe.
Niech mi teraz inni forumowi znawcy wybacza pewne niezgodnosci z polskim
slownictwem naukowym, z ktorego dziwnie "wyroslam" szybciej, niz z ogolnego.
Wirus ten powiada nukleokapsyd zawierajacy "zdzblo" kwasuDNA. Otoczony
jest "koperta" uzbrojona wkolce i "spicule", ktore odgrywaja wazna role w
jego mutacjach.
Wsrod "spikuli" wyroznia sie 2 rodzaje: hemoaglutyninowe, ktore pozwalaja
wirusowi przyczepiac sie na powierzchni komorek i neuroamidazowe, ktore
umozliwiaja mu, po namnozeniu uwolnic sie z komorki i przemieszczac z jednej
komorki na druga itede.
Mutacje wirusa zachodza wlasnie w owych "szpikulcach". Moze tu chodzic o
specyficzne "zalamanie sie" - komplenta ich transformacje, ktore to zmiany
zachodza co mniej wiecej 10-20 lat, lub "delikatniejsze " okreslane
jako "poslizgniecia sie", z ktorymi mamy do czynienia co 2-3 lata.
Owe mutacje tlumacza roznorodnosc pojawiajacych sie okresowo epidemii:. Jesli
wirus pojawia sie po raz kolejny w formie malo zmienionej napotyka w
populacji na nabyta odpornosc po poprzednim zakazeniu.
Grypa nie szerzy sie wtedy mocno i ma wzglednie lagodny przebieg. Przeciwnie,
jesli zaistnieje mutacja polegajaca na owym "zalamaniu" szpikulcow , co
zdarza sie o wiele rzadziej, bo jedynie co 10-20 lat napotyka on na populacje
pozbawiona odpornosci, epidemia ma szeroki zasieg a choroba ma ciezki
przebieg. W pamieci pokolen odnotowala sie zwlaszcza epidemia roku 1918 (tak
zwana "hiszpanka"), ktora zebrala zniwo 20 milionow ofiar w ciagu kilku
miesiecy i tzw "grypa azjatycka" z roku 1957.
Epidemie wybuchaja w zimie i przemieszczaja sie ze wschodu na zachod.
Wirus przenika do organizmu przez drogi oddechowe, z kropelkami wydzieliny
tychze pochodzacymi od osob chorych. Umocowuje sie on w komorkach nablonka
oddechowego i tam sie namnaza niszczac komorki rzeskowe, ktorych rola jest
oczyszczanie drog oddechowych.
Obecnosc wirusa grypy faworyzuje wiele zakazen bakteryjnych, ktore
nazywamy "oportunistycznymi" (jak np slynne zapalenie pluc Malutencji).
Symptomy grypy sa tak dobrze znane i banalne (goraczka, kaszel, bole glowy i
miesni), ze az prowadza do bardzo powszechnych bledow diagnostycznych -
terminem "grypa" obejmuje sie potocznie wiele podobnych infekcji wirusowych
nie bedacych jednak wynikiem zakazenia wirusem grypy jako takim.
Wchodzi tu w gre adenowirus, wirus typu "echo" czy wirus leptospirozy a nawet
goraczki tyfusowej, malarii czy tez bakteryjnego zapalenia pluc (znow uklon w
strone ML).
Pewnosc, ze choroba jest grypa ma sie wlasciwie jedynie w przypadku
zdeklarowanej epidemii na danym terenie.
Poczatek choroby ma zwykle przebieg brutalny: ogolne zle samopoczucie,
dreszcze, bole miesni. Temperatura przez 4-5 dni moze przekraczac 39°C,
towarzyszy jej wielkie zmeczenie, suchy kaszel i lzawienie oczu oraz utrata
apetytu. Nastepnie goraczka lekko spada, po czym w krotkim czasie powraca
niemal do poziomu 39°C - okreslamy to przez analogie z krzywa wykresu
temperatury "syndromem grypowego V goraczkowego". Te symptomy oraz obecnosc
epidemii na danym terenie pozwalaja ustalic rozpoznanie bez koniecznosci
wykonywania badan dodatkowych. Wyzdrowienie nastepuje przed uplywem tygodnia
od wystapienia pierwszych objawow.
Moze sie zdarzyc, ze grypa wywoluje objawy ze strony ukladu pokarmowego (
wymioty, niestrawnosc, biegunki).
a nawet lekkie zapalenie opon mozgowych.
Moze ona tez ewoluowac niekorzystnie i komplikowac sie zakazeniem bakteriami
takimi jak: staphylocoques, streptocoques, Haemofilus influenzae). Sa to
czeste powiklania drypy u osob o obnizonej odpornosci i niewydolnosci
oddechowej.
W takim przypadku goraczka nie przedstawia zwyklej grypowej krzywej w formie
litery "V" a utrzymuje sie, kaszel staje sie "produktywny", z wuksztuszaniem
wydzieliny, czesto nawet ropnej, moga sie pojawiac trudnosci w oddychaniu.
Czasami, choc na szczescie bardzo rzadko mozemy miec do czynienia z forma
zlosliwa grypy. Dotyka ona przewaznie niemowleta, starcow, kobiety w ciazy i
osoby niewydolne oddechowo lub cierpiace na choroby serca. Jednak wyjatkowo
moga na nia zapadac rowniez osoby mlode i w stosunkowo dobrym stanie zdrowia.
Jest to forma ciezka, na szczescie rzadka tej choroby:
Po banalnym stadium poczatkowym dochodzi do zaburzen oddychania, naglego i
postepujacego niedotlenienia, przyspieszenia czynnosci serca, drgawek i nawet
niewydolnosci nerek mogacych w rezultacie doprowadzic nawet do zgonu, nawet
pomimo podjetej wczesnie akcji reanimacyjnej..
Czy chcecie "dalszego ciagu" odnosnie produkcji szczepionki i jej
skutecznosci?




Temat: algi

Algi słodkowodne charakteryzują się szczególną koncentracją ważnych substancji
odżywczych. Ich bezcenne białka pozwalają na szybką odbudowę i regenerację
zniszczonych komórek oraz tkanek organizmu. Algi te doskonale nadają się do
hodowania, gdyż namnażają się z zawrotną prędkością. Chlorella pyroneidosa
mnoży się z prędkością 40 razy w ciągu doby. Tak więc, można by, z ich pomocą,
choć częściowo wyeliminować zjawisko głodu na świecie.

Nazwa chlorelli wywodzi się z łaciny i oznacza "świeżą, drobną zieleń". Swój
ciemnozielony kolor zawdzięcza chlorella dużej zawartości chlorofilu -
najwyższej u poznanych dotychczas roślin. Wyróżnia się dziesięć odmian
chlorelli. Najbardziej znanymi z nich są Chlorella pyrenoidosa, oraz Chlorella
vulgaris. Pomimo ich genetycznego podobieństwa pyrenoidosa posiada jedną
szczególną cechę, która czyni ją czymś wyjątkowym z punktu widzenia
przydatności dla człowieka.

Słodkowodna alga Chlorella pyrenoidosa żyje w koloniach. Jej naturalnym
biotopem są wody śródlądowe np. jeziora, stawy. Ten maleńki, jednokomórkowy
organizm widzialny jest jedynie przez mikroskop dlatego nazywany bywa
mikroalgą. W 600 krotnym powiększeniu można już zauważyć jej eliptyczno-owalny
kształt. W przekroju komórka mierzy 2-12 mikronów.

Wyróżnia się dwa podstawowe rodzaje alg: słodkowodne i morskie.
Algi morskie: Zasolenie wody gra ważną rolę w koncentracji składników
odżywczych w komórkach alg. Niemniej jednak wszystkie algi morskie
charakteryzują się dużą zawartością białka oraz jodu. Ta duża zawartość jodu
jest głównym elementem różniącym algi morskie od słodkowodnych, które posiadają
raczej niską zawartość tego pierwiastka. Duża zawartość jodu może być bardzo
niepożądana przy pewnych schorzeniach gruczołu tarczycy. Trzeba więc wziąć to
pod uwagę spożywając algi morskie. W przypadku niedoboru jodu w organizmie
suplementacja diety w te algi jest bardzo zalecana.
Algi słodkowodne: Poza niską zawartością jodu algi słodkowodne (chlorella)
charakteryzują się szczególną koncentracją ważnych substancji odżywczych. Ich
bezcenne białka pozwalają na szybką odbudowę i regenerację zniszczonych komórek
oraz tkanek organizmu.
Słodkowodne algi doskonale nadają się do hodowania, gdyż namnażają się z
zawrotną prędkością. Chlorella pyroneidosa mnoży się z prędkością 40 razy w
ciągu doby.
Zjawisko głodu na świecie można by z ich pomocą choć częściowo wyeliminować.
Ten niezwykły zielony glon o nazwie chlorella przetrwał w środowisku wodnym
zadziwiająco długo, bo co najmniej dwa i pół miliarda lat. Zamieszkuje
wyłącznie czyste akweny słodkowodne. Badacze uważają, że swoją zdolność
przeżycia zawdzięcza mocnej ścianie komórkowej oraz niezwykle skutecznym
mechanizmom naprawy DNA. Chlorella została odkryta i sklasyfikowana przez
naukowców już w 1890 roku, ale dopiero w 1977 zaczęto badać właściwości
odżywcze tego glonu. Teraz jest to jeden z najlepiej sprzedających się
produktów wśród zdrowej żywności w Japonii, gdzie używa się go również jako
lekarstwa. Nic dziwnego. Chlorella zawiera więcej witaminy B12 niż wątroba
wołowa, 50 razy więcej chlorofilu niż lucerna (jest najbogatszym znanym źródłem
chlorofilu, stąd też jej nazwa), a także wiele rzadkich mikro i makro
elementów.

Przez wieki szczególnie w Azji chlorella zajmowała ważną pozycję w żywieniu.
Obecnie w Japonii spożycie tej algi sięga 200 tysięcy ton rocznie i przewyższa
czosnek oraz żeń-szeń. Poza zdumiewającą ilością składników odżywczych takich
jak minerały i witaminy, chlorella posiada elementy, które odpowiadają za
wzmocnienie systemu immunologicznego, poprawę pamięci oraz koncentracji,
eliminację toksyn z organizmu. Chlorella jest niezwykle pomocna w schorzeniach
chronicznych takich jak reumatyzm, artretyzm, cukrzyca, zaburzenia ciśnienia,
trawienia i wchłaniania, jak również w wirusowych i bakteryjnych infekcjach
oraz grzybicach.




Strona 2 z 3 • Zostało znalezionych 144 rezultatów • 1, 2, 3
 
 
Podobne strony
 
 
   
Copyright 2006 Sitename.com. Designed by Web Page Templates